NIGDY WIĘCEJ ŻADNYCH WESELNYCH ZAKUPÓW ! NIGDY !!! JESTEM WŚCIEKŁA ! BO CO ?! BO SIEDZIAŁAM W SAMYM SKLEPIE Z SUKNIAMI ŚLUBNYMI BITE GODZINY ! ILE MOŻNA DO JASNEJ CHOLERY WYBIERAĆ SUKNIĘ NA ŚLUB I WESELE, KTÓRĄ BĘDZIE SIĘ NOSIĆ RAZ W CAŁYM ŻYCIU I TO TYLKO PRZEZ KILKA GODZIN ?! ILE, PYTAM SIĘ ?! ALBO JESZCZE TE CHOLERNE BUTY ! " A MOŻE NA KOTURNIE ? ALBO TE NA SZPILCE ? A MOŻE TE NA KORKU ? ALBO NIEE, WEZMĘ TE PŁASKIE ... CHOCIAŻ TE SZPILKI PO LEWEJ WYGLĄDAJĄ SUPER ! TO KTÓRE ? " MATKOO ! SZLAG BY MNIE TRAFIŁ, JEŻELI BYŁA BYM TAM JESZCZE CHOĆ MINUTĘ DŁUŻEJ ! POWAŻNIE !!!
Doobra, zacznę od początku. Więc tak. Dojechałyśmy do tej całej galerii handlowej. Ciocię i Alice baardzo cieszyły te zakupy, ale mnie nie kręcą takie rzeczy. Jak tylko zobaczyłam to centrum handlowe to zachciało mi się rzygać. Wieeelkie centrum, setki sklepów, tysiące ludzi, miliony produktów ! Po prostu masakraa. Ciocia najpierw zaciągnęła nas do " Salonu Sukien Ślubnych Madonna ". Weszłyśmy... Myślałam, że to będzie wyglądało inaczej, że będzie to kilka pojedynczych, białych sukien ślubnych, powieszonych na stojakach, czekających na klientki, które je przymierzą i zamówią na swoje rozmiary. A tu ?! Pełno ! Pełno sukienek, sukni i sukieneczek ślubnych w przeróżnych kolorach ! Od bielusieńkich aż po czarne ! WTF ?! Jak można iść do ślubu w czarnej sukni ?!
- A jednak można - powiedziała czarnowłosa dziewczyna, która usłyszała moje pytanie do Alice - ja na przykład idę w czarnej sukni do ślubu. Jesteś w szoku !?
- Sorki.. Głupio mi, nie wiedziałam. Przepraszam - laska była wściekła. Pieprzona gotka ! - Nie chciałam Cię urazić.
- Tsaa. Jasne. Nie udało Ci się. - menda !
- Ejj ! Przeprosiłam, to twoja sprawa, w jakiej sukience wychodzisz z mąż ! Ja mam swoje zdanie i ty swoje też ! Logicznie, nie ?
- Nie. Nie wychodzę za mąż ! I podoba mi się ta suknia!
- Szczerze !? Nie znam Cię i za bardzo nie chcę poznawać. Nie musiałam wiedzieć, że jesteś lesbijką ! Odczep się. ! Ta rozmowa nie ma sensu ! - odeszłam od niej.
Ciocia miała w ręku sukienek. Białą, śnieżnobiałą, kremową, pudrowaną róż, "białą lilię" i ecru. Jezu ! A teraz mierzenie ! ...
... Po jakichś 49 minutach < taak, dokładnie, patrzałam na zegarek co do minuty > ciocia wyszła z przebieralni z ostatnią sukienką. Stwierdziła, że żadna z nich nie jest ładna i teraz pójdziemy do salonu
" Moda Ślubna Angel" Tam też siedziałyśmy ok 2.5 godzin aż w końcu ciocia zdecydowała się na tę suknię :
Cóż, nie najgorsza. Chociaż były ładniejsze i ciut mniej ... hmmm ... ciut mniej " młodzieżowe " . Taak, ciocia jest za stara na takie suknie ;D Ale nawet jej w niej ładniutko :D Więc cofam tamte słowa. Cóż, po sukni przyszła pora na welon i buty. Nie będę opisywała tego koszmaru. Powiem tyle, strój jest już skompletowany. ! I baardzo dobrze. Baardzo . Wróciłyśmy do domu późnym wieczorem. Bardzo późnym wieczorem . Stella już spała, ciocia też się położyla, Peter też, ale mi o dziwo nie chciało się spać. Zadzwoniłam do Lucka. Tak bardzo pragnęłam się z nim spotkać. On cudownie całuje :* Noo, po prostu bosko !
- Tak ? Camille ? Coś się stało ?
- Ohh, Luck ! Masz dla mnie czas ?
- Hmm, jest 23:45.. Wiesz ... Zaraz będę pod twoim domem.
- Dzięki . Kochamm ...
- Ja ... Ciebię też skarbie.
Nie czekałam nawet 10 minut. Zobaczyłam tylko światła auta i wybiegłam z domu.
- Camille, czy coś się stało? - zapytał trochę wystraszony Luck
- Luck ! Ja ... ja ... ja .... Ja Cię po prostu pragnę !
Nie odpowiedział, szybko zaczął mnie całować. Potem ?! Potem zabrał mnie do siebie do domu, był sam ... Było miło, całował mnie, tulił, pieścił ... I w końcu to zrobiliśmy. Potem już nawet nie chciało mi się ubierać, więc położyłam się w jego łóżku, razem z nim i .... zasnęłam ...
- Camille. Camille ! - usłyszałam głos Lucka. - Camille, ciocia Dorothy dzwoni, po raz setny.
- C... co ? A.. Aha Już odbieram. - wzięłam telefon od Lucka.
- Do jasnej cholery ! Gdzie ty się podziewasz Camille ? Dzwonię już chyba setny raz, martwię się ! I nie kłam, że jesteś u Alice ! Bo Cię u niej nie ma ! Dzwoniłam już do niej ! A więc gdzie jesteś ?
- Ciociu, nie mam siły rozmawiać. - powiedziałam.
- Camille ! Natychmiast powiedz mi, gdzie jesteś !
- Ja ... Jestem u ... Lucka !
- Słucham ?!
- Słuchasz, jestem u LUCKA ! Nocowałam u niego, bo zapomniałam Ci powiedzieć, że musieliśmy coś ważnego przygotować. Więc poszłam do niego w nocy i tyle. Wrócę nie długo, ok ? Nie martw się. - rozłączyłam się. Naprawdę nie chciało mi się słuchać wykładów ciotki. Szybko wyłączyłam telefon .
- Hmm... To była pewnie pasjonująca rozmowa, co Cam ? - zapytał z uśmiechem Luck.
- Nawet nie wiesz jak bardzo - odparłam.
- Chodź, zrobiłem śniadanie.
Zjedliśmy więc razem śniadanie, potem ... cóż, powtórzyliśmy to, co działo się w nocy. Luck pożyczył mi swoje ubrania, założyłam jego spodnie, koszulkę, bluzę i czapkę. Odwiózł mnie do domu dopiero jakoś po południu. Nie chętnie, ale jednak .
Weszłam domu. Ciocia nie chętnie się do mnie odezwała, spojrzała tylko na mnie z pogardą i wymruczała
- Fajnie wiedzieć, że to zrobiliście. Ja dziecka wychowywać nie będe ...
- Nic nie zaszło . - odparłam jej jak gdyby nigdy nic.
- To dlaczego masz na sobie jego ubrania ?
- Moje ubrudziłam i zostawiłam u niego, nie chciał, żebym wróciła do domu brudna.
- Jasne, dlatego wyłączyłaś telefon ?
- Wiesz co ? Odpierdol się ode mnie, ok ?! - wbiegłam z płaczem do pokoju. Nie wiem, dlaczego się tak zachowałam. Źle się z tym czułam. Nie chciałam być dłużej przesłuchiwana, spakowałam swoje najważniejsze rzeczy i zadzwoniłam. Nie wiem skąd w moim telefonie wiął się jego numer, ale zadzwoniłam do Lukasa,
- Cz ... Cześć Lukas.. Ja ... nie będę owijać w bawełnę, po prostu po mnie przyjedź proszę i zawieź do hotelu " Maroko "
- Oczywiście, moja mroczna królewno... - powiedział bardzo z siebie zadowolony....
