NIGDY WIĘCEJ ŻADNYCH WESELNYCH ZAKUPÓW ! NIGDY !!! JESTEM WŚCIEKŁA ! BO CO ?! BO SIEDZIAŁAM W SAMYM SKLEPIE Z SUKNIAMI ŚLUBNYMI BITE GODZINY ! ILE MOŻNA DO JASNEJ CHOLERY WYBIERAĆ SUKNIĘ NA ŚLUB I WESELE, KTÓRĄ BĘDZIE SIĘ NOSIĆ RAZ W CAŁYM ŻYCIU I TO TYLKO PRZEZ KILKA GODZIN ?! ILE, PYTAM SIĘ ?! ALBO JESZCZE TE CHOLERNE BUTY ! " A MOŻE NA KOTURNIE ? ALBO TE NA SZPILCE ? A MOŻE TE NA KORKU ? ALBO NIEE, WEZMĘ TE PŁASKIE ... CHOCIAŻ TE SZPILKI PO LEWEJ WYGLĄDAJĄ SUPER ! TO KTÓRE ? " MATKOO ! SZLAG BY MNIE TRAFIŁ, JEŻELI BYŁA BYM TAM JESZCZE CHOĆ MINUTĘ DŁUŻEJ ! POWAŻNIE !!!
Doobra, zacznę od początku. Więc tak. Dojechałyśmy do tej całej galerii handlowej. Ciocię i Alice baardzo cieszyły te zakupy, ale mnie nie kręcą takie rzeczy. Jak tylko zobaczyłam to centrum handlowe to zachciało mi się rzygać. Wieeelkie centrum, setki sklepów, tysiące ludzi, miliony produktów ! Po prostu masakraa. Ciocia najpierw zaciągnęła nas do " Salonu Sukien Ślubnych Madonna ". Weszłyśmy... Myślałam, że to będzie wyglądało inaczej, że będzie to kilka pojedynczych, białych sukien ślubnych, powieszonych na stojakach, czekających na klientki, które je przymierzą i zamówią na swoje rozmiary. A tu ?! Pełno ! Pełno sukienek, sukni i sukieneczek ślubnych w przeróżnych kolorach ! Od bielusieńkich aż po czarne ! WTF ?! Jak można iść do ślubu w czarnej sukni ?!
- A jednak można - powiedziała czarnowłosa dziewczyna, która usłyszała moje pytanie do Alice - ja na przykład idę w czarnej sukni do ślubu. Jesteś w szoku !?
- Sorki.. Głupio mi, nie wiedziałam. Przepraszam - laska była wściekła. Pieprzona gotka ! - Nie chciałam Cię urazić.
- Tsaa. Jasne. Nie udało Ci się. - menda !
- Ejj ! Przeprosiłam, to twoja sprawa, w jakiej sukience wychodzisz z mąż ! Ja mam swoje zdanie i ty swoje też ! Logicznie, nie ?
- Nie. Nie wychodzę za mąż ! I podoba mi się ta suknia!
- Szczerze !? Nie znam Cię i za bardzo nie chcę poznawać. Nie musiałam wiedzieć, że jesteś lesbijką ! Odczep się. ! Ta rozmowa nie ma sensu ! - odeszłam od niej.
Ciocia miała w ręku sukienek. Białą, śnieżnobiałą, kremową, pudrowaną róż, "białą lilię" i ecru. Jezu ! A teraz mierzenie ! ...
... Po jakichś 49 minutach < taak, dokładnie, patrzałam na zegarek co do minuty > ciocia wyszła z przebieralni z ostatnią sukienką. Stwierdziła, że żadna z nich nie jest ładna i teraz pójdziemy do salonu
" Moda Ślubna Angel" Tam też siedziałyśmy ok 2.5 godzin aż w końcu ciocia zdecydowała się na tę suknię :
Cóż, nie najgorsza. Chociaż były ładniejsze i ciut mniej ... hmmm ... ciut mniej " młodzieżowe " . Taak, ciocia jest za stara na takie suknie ;D Ale nawet jej w niej ładniutko :D Więc cofam tamte słowa. Cóż, po sukni przyszła pora na welon i buty. Nie będę opisywała tego koszmaru. Powiem tyle, strój jest już skompletowany. ! I baardzo dobrze. Baardzo . Wróciłyśmy do domu późnym wieczorem. Bardzo późnym wieczorem . Stella już spała, ciocia też się położyla, Peter też, ale mi o dziwo nie chciało się spać. Zadzwoniłam do Lucka. Tak bardzo pragnęłam się z nim spotkać. On cudownie całuje :* Noo, po prostu bosko !
- Tak ? Camille ? Coś się stało ?
- Ohh, Luck ! Masz dla mnie czas ?
- Hmm, jest 23:45.. Wiesz ... Zaraz będę pod twoim domem.
- Dzięki . Kochamm ...
- Ja ... Ciebię też skarbie.
Nie czekałam nawet 10 minut. Zobaczyłam tylko światła auta i wybiegłam z domu.
- Camille, czy coś się stało? - zapytał trochę wystraszony Luck
- Luck ! Ja ... ja ... ja .... Ja Cię po prostu pragnę !
Nie odpowiedział, szybko zaczął mnie całować. Potem ?! Potem zabrał mnie do siebie do domu, był sam ... Było miło, całował mnie, tulił, pieścił ... I w końcu to zrobiliśmy. Potem już nawet nie chciało mi się ubierać, więc położyłam się w jego łóżku, razem z nim i .... zasnęłam ...
- Camille. Camille ! - usłyszałam głos Lucka. - Camille, ciocia Dorothy dzwoni, po raz setny.
- C... co ? A.. Aha Już odbieram. - wzięłam telefon od Lucka.
- Do jasnej cholery ! Gdzie ty się podziewasz Camille ? Dzwonię już chyba setny raz, martwię się ! I nie kłam, że jesteś u Alice ! Bo Cię u niej nie ma ! Dzwoniłam już do niej ! A więc gdzie jesteś ?
- Ciociu, nie mam siły rozmawiać. - powiedziałam.
- Camille ! Natychmiast powiedz mi, gdzie jesteś !
- Ja ... Jestem u ... Lucka !
- Słucham ?!
- Słuchasz, jestem u LUCKA ! Nocowałam u niego, bo zapomniałam Ci powiedzieć, że musieliśmy coś ważnego przygotować. Więc poszłam do niego w nocy i tyle. Wrócę nie długo, ok ? Nie martw się. - rozłączyłam się. Naprawdę nie chciało mi się słuchać wykładów ciotki. Szybko wyłączyłam telefon .
- Hmm... To była pewnie pasjonująca rozmowa, co Cam ? - zapytał z uśmiechem Luck.
- Nawet nie wiesz jak bardzo - odparłam.
- Chodź, zrobiłem śniadanie.
Zjedliśmy więc razem śniadanie, potem ... cóż, powtórzyliśmy to, co działo się w nocy. Luck pożyczył mi swoje ubrania, założyłam jego spodnie, koszulkę, bluzę i czapkę. Odwiózł mnie do domu dopiero jakoś po południu. Nie chętnie, ale jednak .
Weszłam domu. Ciocia nie chętnie się do mnie odezwała, spojrzała tylko na mnie z pogardą i wymruczała
- Fajnie wiedzieć, że to zrobiliście. Ja dziecka wychowywać nie będe ...
- Nic nie zaszło . - odparłam jej jak gdyby nigdy nic.
- To dlaczego masz na sobie jego ubrania ?
- Moje ubrudziłam i zostawiłam u niego, nie chciał, żebym wróciła do domu brudna.
- Jasne, dlatego wyłączyłaś telefon ?
- Wiesz co ? Odpierdol się ode mnie, ok ?! - wbiegłam z płaczem do pokoju. Nie wiem, dlaczego się tak zachowałam. Źle się z tym czułam. Nie chciałam być dłużej przesłuchiwana, spakowałam swoje najważniejsze rzeczy i zadzwoniłam. Nie wiem skąd w moim telefonie wiął się jego numer, ale zadzwoniłam do Lukasa,
- Cz ... Cześć Lukas.. Ja ... nie będę owijać w bawełnę, po prostu po mnie przyjedź proszę i zawieź do hotelu " Maroko "
- Oczywiście, moja mroczna królewno... - powiedział bardzo z siebie zadowolony....
niedziela, 24 czerwca 2012
sobota, 12 maja 2012
Rozdział VIII - "Pocałunek"
Myślałam, że uda mi się wślizgnąć do domu niepostrzeżenie. Nie udało się .. Ciocia Dorothy akurat była w kuchni i ... hmm, chyba brała jakieś tabletki. Dziwne . Coś było z nią ostatnio nie tak. Cała ta wizja zapowiadanego przez nią, dzisiejszego "ciężkiego dnia" mnie przerażała. Boże ?! O co jej do cholery chodzi ?
- Yym ! - odchrząknęła - gdzie byłaś Camille ?
- Ja ? - zapytałam głupio .
- A widzisz tu inną Camillę ?
- Nnno, w zasadzie to nie, ale ...
- Gdzie ty się podziewałaś Camille ?
- Ciociu ! Wszystko Ci wyjaśnię !
- Mam nadzieję ! No, zaczynaj.
- Spotkałam się z Alice. To było coś ważnego.
- Camille, akurat teraz ? W nocy ? - była spokojniejsza . - Nie wiesz, co się teraz dzieje ?
- Co?
- W Frankensfork zabito kilka osób, przechadzały się ulicą w nocy ! Chcesz, żebym dostała zawału?
- Nie, nie wiedziałam. To już się nie powtórzy. Obiecuję.
- Mam nadzieję, a teraz idź już spać.
- Dobranoc ciociu.
- Dobranoc Camii. - ucałowała mnie w policzek, tak jak za dawnych czasów.
Szybko pobiegłam do swojego pokoju myśląc, że jest tam Stella. A tu kolejna niespodzianka. Stelli nie było. Położyłam się do łóżka i nie wiem kiedy zasnęłam.
Obudziłam się ok 10. Szybko się ogarnęłam i siadłam na kompa. Sprawdziłam fejsa. Kilka nowych powiadomień. Dwie wiadomości, jakieś łańcuszki od dzieciaków z Netleswille, typu "jak nie prześlesz tego 10 odobą to dzisiaj w nocy zginiesz !" . Haaha. Masakra ;) Chwilę jeszcze posiedziałam na kompie i poszłam zjeść jakieś śniadanie. Zeszłam na dół i zobaczyłam, że na kanapie siedzą już Stella, Peter i ciocia Dorothy. Uświadomiłam sobie, że na mnie czekają. Uchuuu... Będzie gorąco ..
- Camille, musimy porozmawiać. - wypaliła ciocia
- Ale nie możemy po śniadaniuu ? - zapytałam głodna
- To dosyć ważne - wtrącił się Peter.
- I dosyć szokujące - wychyliła się niezadowolona Stella
- Jassne, jasne. Już idę !
Usiadłam na fotelu, który stoi tuż obok sofy.
- Zacznę od tego, że ... - zawahała się ciocia
- Hmmm ? Od czego ? - zapytałam
- Od tego, że ... Że... Że ja i Peter jesteśmy w ciąży. Znaczy nie ! Peter . Nie, nie, ja! Ja jestem w ciąży !
- Tjaa. Zrozumiałam. - powiedziałam nie myśląc o tym co usłyszałam.- COO ?! - dopiero teraz ogarnęłam o co chodzi.
- Wiesz, właśnie bałam się twojej reakcji. - dodała smutno ciocia.
- Nie, nie chodzi o to. Cieszę się, ale to był po prostu szkok, rozumiesz ?
- Camille, naprawdę się cieszysz ? - zapytała uradowana ciocia Dorothy.
- Taak ! - nieee! Matko, bachor w domu ?! Święty Chryste ! Ale poudaję, nie będe ich martwić. - Mogę już pójść po śniadanie ?
- Nie ! Znaczy nie, jeszcze coś Ci powiem.
- Że niby ciąża bliźniacza ?!
- Nie, Camille ! No co ty ! - uśmiechnęła się - Lepiej !
- TROJACZKI ?!
- Nie, nie, nie ! Chodzi o to, że za miesiąc wychodzę za Petera. Pomożesz mi dzisiaj wybrać sukienkę ?
- C...co ? Za miesiąc? Nie za szybko ?!
- Nie warto czekać, dziecko w drodze.
- Aaa.. Czyli to miałaś na myśli mówiąc wczoraj "ciężki dzień" ?
- Taaak ! Wybierzemy sukienkę, welon, buty, kwiaty, ozdoby ...
- Ciociu ! To jeszcze miesiąc, później kupimy kwiaty !
- Ale mi pomożesz ?
- Taak.
Szybko wyrwałam się z salonu i pobiegłam do łazienki. Popłakałam się, bo dopiero sobie uświadomiłam, jak to dziecko będzie miało zrąbane życie. Co będzie jak się narodzi ? Lukas teraz dręczy Stellę a co potem ?! A jak uczepi się dziecka? Tylko nie to. Szybko się ogarnęłam, pomalowałam i uczesałam. Spojrzałam na telefon. Dostałam smsa. Od... od Lucka. "Spotkajmy się, proszę Camille, musimy pogadać. Luck" Jasne. Tylko kiedy ?! Napisałam, że nie wiem czy dam radę. Zadzwoniłam do Alice.
- Hejka Al. Jesteś mi potrzebna.
- Hej, płakałaś ?
- Co ? No może trochę. Skąd wiesz ?
- Słyszę. Co jest ?
- Wszystko wyjaśnię na zakupach.
- Za .. Za .. ZAKUPYY ?! Jeest ! Czyli jednak jedziemy na zakupy ? - Alice i jej mania zakupów. ! Masakra !
- Taak, ale nie tylko po twoje żeczy. Ciocia Dorothy wychodzi za mąż ! '
- Oooo. Matko ! Czyli, że wybieramy suknię, welon, kwiaty, buty i ozdoooby ?
- Tjaa, coś w tym stylu . Wpadnij za godzinkę. Trzym się . Papa
- Nom, buźka, pa
Wyszłam z łazienki. Poszłam prosto do kuchni, zrobiłam sobie kanapki na śniadanie, z moim ulubionym serem . Szybko zjadłam i wyszłam na chwilę na dwór. Ku mojemu <ogromnemu> zdziwieniu ujrzałam Lucka.
- Camille ! Jak dobrze, że Cię widzę ! - podbiegł i mnie pocałował.
- Taa, hej Lukas. Wiesz, że to, że się zeszliśmy, nie znaczy, że możesz sobie od razu pozwalać na nie wiadomo co ?
- Sorki, stęskniłem się. Czemu się tak od razu zgodziłaś ?
- Nie wiem, chciałam spróbować jeszcze raz i tyle. - kłamałam, kłamałam i źle się z tym czułam, wykorzystywałam go.
- Fajnie, przepraszam za tamto.
- Za co ?
- No wiesz... Za Cindy.
- Aaa, za to, że zostawiłeś mnie dla szkolnej dziwki, mojego największego wroga ? Przeleciałeś ją już ? Pokazała Ci jaka naprawdę jest ? Wyruchałeś już ją ? - wściekłam się. Po co o niej mówił. Nie mogłam się powstrzymać.
- Ca ...Cam ... Wiesz, m...może już pójdę.
- Nie ! Przepraszam ! Ja ... Ja naprawdę przepraszam, naprawdę nie chciałam tego powiedzieć. Nie chodziło mi o to.
- To o co ?
- Wiesz Luck, ona jest ... Hmm. Bo ona, uważam że ona się puszcza. Nawet sama się chwali, że to przeleciał ją Anthony, to jej koleś od korepetycji, to jej były chłopak, to ktoś tam i ktoś tam. Nie chodziło mi o to, że ty, ale czy ... No wiesz, i Ciebie już tak załatwiła.
- Nie. Kochałem Cię a jej bardzo na "tym" zależało. Wiesz czym mówię ?
- Wieem.
- No więc zerwałem z nią, bo stwierdziłem, że nasz związek jest tylko po to, żebym mógł z nią uprawiać seks i tyle.
- Tak, rozumiem .Wybacz.
- Nie ma sprawy. - uśniechnął się
- Głupio mi po tym co powiedziałam. - nie wiem czemu, ale teraz to ja go pocałowałam. Mocno i namiętnie. Wtuliłam się w niego i ... po kilku minutach odskoczyłam .
- Co jest ? Parzę ? - uśmiechnął się ?
- Nie, przepraszam . Nie powinnam tego robić, schrzaniłam Cię wcześniej, że ty to zrobiłeś, a teraz ja robię to samo.
- Nie przeszkadza mi to .- Pocałował mnie. Trwaliśmy tak dłuższą chwilę, aż usłyszałam słynny głosik Stelli.
- Przepraszam bardzo. Nie przy dzieciach. - powiedziała z uśmiechem
Spojrzeliśmy oboje z Luck'iem na nią i oboję równocześnie wybuchnęliśmy śmiechem.
- Camille, nie chciałam Wam przeszkadzać, ale ciocia Dorothy prosiła, żebyś przyszła do niej, bo bierze jakieś rzeczy na te zakupy.
- Jasne. Zaraz pójdę.
- Tylko szybko.
Staliśmy chwilę z Luck'iem i patrzeliśmy. Czekaliśmy, aż drzwi się zamkną. I znowu się pocałowaliśmy. ....
Ciocia czekała na mnie w salonie.
- Wszystko gotowe? - zapytałam.
- Tak.
- Karty kredytowe, gotówka, papiery, katalogi, portfel, komórka i dokumenty? - wymieniałam po kolei.
- Jest, jest, jest, jest, jest i jest ! Gotowa.
- No to możemy jechać, nie ?
Wychodziłyśmy właśnie z domu kiedy przyszła Alice.
- Widzę, że jestem na czas ? - zapytała z szerokim uśmiechem
- Tak ! Wsiadajcie do auta dziewczyny. - powiedziała ciocia.
Wsiadłyśmy. I pojechałyśmy na zakupy. Na te okropne zakupy. ...
- Yym ! - odchrząknęła - gdzie byłaś Camille ?
- Ja ? - zapytałam głupio .
- A widzisz tu inną Camillę ?
- Nnno, w zasadzie to nie, ale ...
- Gdzie ty się podziewałaś Camille ?
- Ciociu ! Wszystko Ci wyjaśnię !
- Mam nadzieję ! No, zaczynaj.
- Spotkałam się z Alice. To było coś ważnego.
- Camille, akurat teraz ? W nocy ? - była spokojniejsza . - Nie wiesz, co się teraz dzieje ?
- Co?
- W Frankensfork zabito kilka osób, przechadzały się ulicą w nocy ! Chcesz, żebym dostała zawału?
- Nie, nie wiedziałam. To już się nie powtórzy. Obiecuję.
- Mam nadzieję, a teraz idź już spać.
- Dobranoc ciociu.
- Dobranoc Camii. - ucałowała mnie w policzek, tak jak za dawnych czasów.
Szybko pobiegłam do swojego pokoju myśląc, że jest tam Stella. A tu kolejna niespodzianka. Stelli nie było. Położyłam się do łóżka i nie wiem kiedy zasnęłam.
Obudziłam się ok 10. Szybko się ogarnęłam i siadłam na kompa. Sprawdziłam fejsa. Kilka nowych powiadomień. Dwie wiadomości, jakieś łańcuszki od dzieciaków z Netleswille, typu "jak nie prześlesz tego 10 odobą to dzisiaj w nocy zginiesz !" . Haaha. Masakra ;) Chwilę jeszcze posiedziałam na kompie i poszłam zjeść jakieś śniadanie. Zeszłam na dół i zobaczyłam, że na kanapie siedzą już Stella, Peter i ciocia Dorothy. Uświadomiłam sobie, że na mnie czekają. Uchuuu... Będzie gorąco ..
- Camille, musimy porozmawiać. - wypaliła ciocia
- Ale nie możemy po śniadaniuu ? - zapytałam głodna
- To dosyć ważne - wtrącił się Peter.
- I dosyć szokujące - wychyliła się niezadowolona Stella
- Jassne, jasne. Już idę !
Usiadłam na fotelu, który stoi tuż obok sofy.
- Zacznę od tego, że ... - zawahała się ciocia
- Hmmm ? Od czego ? - zapytałam
- Od tego, że ... Że... Że ja i Peter jesteśmy w ciąży. Znaczy nie ! Peter . Nie, nie, ja! Ja jestem w ciąży !
- Tjaa. Zrozumiałam. - powiedziałam nie myśląc o tym co usłyszałam.- COO ?! - dopiero teraz ogarnęłam o co chodzi.
- Wiesz, właśnie bałam się twojej reakcji. - dodała smutno ciocia.
- Nie, nie chodzi o to. Cieszę się, ale to był po prostu szkok, rozumiesz ?
- Camille, naprawdę się cieszysz ? - zapytała uradowana ciocia Dorothy.
- Taak ! - nieee! Matko, bachor w domu ?! Święty Chryste ! Ale poudaję, nie będe ich martwić. - Mogę już pójść po śniadanie ?
- Nie ! Znaczy nie, jeszcze coś Ci powiem.
- Że niby ciąża bliźniacza ?!
- Nie, Camille ! No co ty ! - uśmiechnęła się - Lepiej !
- TROJACZKI ?!
- Nie, nie, nie ! Chodzi o to, że za miesiąc wychodzę za Petera. Pomożesz mi dzisiaj wybrać sukienkę ?
- C...co ? Za miesiąc? Nie za szybko ?!
- Nie warto czekać, dziecko w drodze.
- Aaa.. Czyli to miałaś na myśli mówiąc wczoraj "ciężki dzień" ?
- Taaak ! Wybierzemy sukienkę, welon, buty, kwiaty, ozdoby ...
- Ciociu ! To jeszcze miesiąc, później kupimy kwiaty !
- Ale mi pomożesz ?
- Taak.
Szybko wyrwałam się z salonu i pobiegłam do łazienki. Popłakałam się, bo dopiero sobie uświadomiłam, jak to dziecko będzie miało zrąbane życie. Co będzie jak się narodzi ? Lukas teraz dręczy Stellę a co potem ?! A jak uczepi się dziecka? Tylko nie to. Szybko się ogarnęłam, pomalowałam i uczesałam. Spojrzałam na telefon. Dostałam smsa. Od... od Lucka. "Spotkajmy się, proszę Camille, musimy pogadać. Luck" Jasne. Tylko kiedy ?! Napisałam, że nie wiem czy dam radę. Zadzwoniłam do Alice.
- Hejka Al. Jesteś mi potrzebna.
- Hej, płakałaś ?
- Co ? No może trochę. Skąd wiesz ?
- Słyszę. Co jest ?
- Wszystko wyjaśnię na zakupach.
- Za .. Za .. ZAKUPYY ?! Jeest ! Czyli jednak jedziemy na zakupy ? - Alice i jej mania zakupów. ! Masakra !
- Taak, ale nie tylko po twoje żeczy. Ciocia Dorothy wychodzi za mąż ! '
- Oooo. Matko ! Czyli, że wybieramy suknię, welon, kwiaty, buty i ozdoooby ?
- Tjaa, coś w tym stylu . Wpadnij za godzinkę. Trzym się . Papa
- Nom, buźka, pa
Wyszłam z łazienki. Poszłam prosto do kuchni, zrobiłam sobie kanapki na śniadanie, z moim ulubionym serem . Szybko zjadłam i wyszłam na chwilę na dwór. Ku mojemu <ogromnemu> zdziwieniu ujrzałam Lucka.
- Camille ! Jak dobrze, że Cię widzę ! - podbiegł i mnie pocałował.
- Taa, hej Lukas. Wiesz, że to, że się zeszliśmy, nie znaczy, że możesz sobie od razu pozwalać na nie wiadomo co ?
- Sorki, stęskniłem się. Czemu się tak od razu zgodziłaś ?
- Nie wiem, chciałam spróbować jeszcze raz i tyle. - kłamałam, kłamałam i źle się z tym czułam, wykorzystywałam go.
- Fajnie, przepraszam za tamto.
- Za co ?
- No wiesz... Za Cindy.
- Aaa, za to, że zostawiłeś mnie dla szkolnej dziwki, mojego największego wroga ? Przeleciałeś ją już ? Pokazała Ci jaka naprawdę jest ? Wyruchałeś już ją ? - wściekłam się. Po co o niej mówił. Nie mogłam się powstrzymać.
- Ca ...Cam ... Wiesz, m...może już pójdę.
- Nie ! Przepraszam ! Ja ... Ja naprawdę przepraszam, naprawdę nie chciałam tego powiedzieć. Nie chodziło mi o to.
- To o co ?
- Wiesz Luck, ona jest ... Hmm. Bo ona, uważam że ona się puszcza. Nawet sama się chwali, że to przeleciał ją Anthony, to jej koleś od korepetycji, to jej były chłopak, to ktoś tam i ktoś tam. Nie chodziło mi o to, że ty, ale czy ... No wiesz, i Ciebie już tak załatwiła.
- Nie. Kochałem Cię a jej bardzo na "tym" zależało. Wiesz czym mówię ?
- Wieem.
- No więc zerwałem z nią, bo stwierdziłem, że nasz związek jest tylko po to, żebym mógł z nią uprawiać seks i tyle.
- Tak, rozumiem .Wybacz.
- Nie ma sprawy. - uśniechnął się
- Głupio mi po tym co powiedziałam. - nie wiem czemu, ale teraz to ja go pocałowałam. Mocno i namiętnie. Wtuliłam się w niego i ... po kilku minutach odskoczyłam .
- Co jest ? Parzę ? - uśmiechnął się ?
- Nie, przepraszam . Nie powinnam tego robić, schrzaniłam Cię wcześniej, że ty to zrobiłeś, a teraz ja robię to samo.
- Nie przeszkadza mi to .- Pocałował mnie. Trwaliśmy tak dłuższą chwilę, aż usłyszałam słynny głosik Stelli.
- Przepraszam bardzo. Nie przy dzieciach. - powiedziała z uśmiechem
Spojrzeliśmy oboje z Luck'iem na nią i oboję równocześnie wybuchnęliśmy śmiechem.
- Camille, nie chciałam Wam przeszkadzać, ale ciocia Dorothy prosiła, żebyś przyszła do niej, bo bierze jakieś rzeczy na te zakupy.
- Jasne. Zaraz pójdę.
- Tylko szybko.
Staliśmy chwilę z Luck'iem i patrzeliśmy. Czekaliśmy, aż drzwi się zamkną. I znowu się pocałowaliśmy. ....
Ciocia czekała na mnie w salonie.
- Wszystko gotowe? - zapytałam.
- Tak.
- Karty kredytowe, gotówka, papiery, katalogi, portfel, komórka i dokumenty? - wymieniałam po kolei.
- Jest, jest, jest, jest, jest i jest ! Gotowa.
- No to możemy jechać, nie ?
Wychodziłyśmy właśnie z domu kiedy przyszła Alice.
- Widzę, że jestem na czas ? - zapytała z szerokim uśmiechem
- Tak ! Wsiadajcie do auta dziewczyny. - powiedziała ciocia.
Wsiadłyśmy. I pojechałyśmy na zakupy. Na te okropne zakupy. ...
czwartek, 3 maja 2012
Rozdział VII "Luck - wybawiciel"
Wsiadłam do auta pośpiesznie, bałam się Lukasa. Z resztą, kto by się nie bał ? On jest potworny. No, może nie z wyglądu, ale z charakteru ?
- Co ? Dlaczego nie chciałaś wsiąść ? Czyży Cię strach obleciał ? - uśmiechnął się wrednie.
- Nie ! Akurat ciebie się nie boję, wiesz ?! Nie obchodzisz mnie zbytnio...
- A twoja mała siostrzyczka Stella ?
- Czego ty do jasnej cholery od niej chcesz ?! Ona nic Ci nie zrobiła ! Ja z resztą też nie ! O co Ci chodzi ? Ona jest jeszcze mała ! Czemu mnie nienawidzisz ? - popłakałam się. Nie mogłam dłużej udawać. Bałam się. Cholernie się go bałam. Chociaż nie, bałam się o Stellę. Tak, właśnie o nią. O jej życie.
- Nie nienawidzę Cię, czemu tak myślisz ? Ja ... raczej ... raczej ... hmm. no... cóż, ty mi się podobasz, ale ty mnie za bardzo nie lubisz, nie wierzysz we mnie. Poprostu... Chciałbym, żebyś mnie też pokochała ! - kpił sobie ze mnie, czy co ?!
- Że niby co? Niby takie COŚ jak ty ma uczucia i umie kochać ? Że niby ty coś do mnie czujesz ? Proszę Cię... - mówiłam przez łzy, było mi przykro i źle - Błagam, oszczędź mi słuchania tych głupot ! Gdybyś mnie kochał, to ...
- To co ? Powiedz, proszę.
- To byś mnie nie krzywdził. Nie szantażował. Nie robił czegoś takiego ...
- Ale o co Ci chodzi - śmiał się.
- TY ! Ty mnie krzywdzisz, zastraszasz, szantażujesz, że Stella pożałuje, że ją skrzywdzisz. Nie możemy tego załatwić między sobą ?
- Okay. Bądź ze mną. Pokochaj mnie. - to było nieszczere i chamskie .
- Nie. Nie mogę. - akurat wtedy zaczął mi dzwonić telefon.
- Odbierz . Poczekam. - powiedział zły.
To była Alice.
- Hej Cam ! Śpisz już pewnie ? Przepraszam...
- Nie Al, nie śpię. Nie masz za co przepraszać. Co jest ?
- Spotkamy się ? Ale teraz.
- TERAZ ?! Alice ? Oszalałaś ?
- Nie, proszę cię to dla mnie ważne.
- Alice oddzwonię za 10 min. Okay ?
- No dobra. Pa.
- Pa.
Lukas patrzył na mnie prześmiewczo. Boże, jak ja go nie znoszę. !
- Camille, Camille, Camille. Czy ty się nigdy nie nauczysz, że nie umawia się z innymi dopóki nie skończy się pierwszego spotkania ?! - zapytał śmiejąc się głupio.
- Lukas, proszę Cię. To moja przyjaciółka. Odpuść !
- No dobra. To teraz się tłumacz. Dlaczego nie możesz ?
- Czego nie mogę ?
- Nie możesz ze mną być ?
- Bo... bo... bo ja jestem zajęta ... - Jezusie słodki ! Co ja gadałam ?!
- Słucham ?!
- Jestem zajęta .
- Wiesz co Camille, jeszcze będziesz moja. Spierdalaj !
Wyszłam z auta, które niemal natychmiast odjechało i baardzo szybko zniknęło mi z oczu. Idiota, kiedyś się przez to coś komuś stanie. Zadzwoniłam szybko do Alice.
- No i co ? Dasz radę ? - od razu zapytała Alice.
- Jasne, chodź, jestem w parku, obok twojego domu. Ale proszę Cię szybko !
- Już wychodzę.
Chwilę potem Alice była już obok mnie. Nie wyglądała jakby się czymś martwiła, raczej jakby miała mi przekazać dobrą nowinę.
- Co jest ? - zapytałam od razu .
- Jak ty tu tak szybko doszłaś ?
- Pytałam o co chodzi ?
- Wiesz, zbliża się rozpoczęcie roku, trzeba się wybrać na zakupy.
- Jasna cholera ?! Tylko to?
- Nie, musimy pogadać o Lucku. Zerwał z Cindy. Pytał o ciebie.
- S...Słucham ?
- Pytał, czy jeszcze ma u ciebie jakieś szanse. Czy do niego wrócisz. Camille, on od 10 godzin regularnie co 15 min do mnie dzwoni. Jest załamany, chyba Cię jeszcze kocha...
- Tak, Alice! Taak ! Powiedz mu ! Tak, jak najbardziej taak ! - Luck będzie moim wybawicielem ! To z nim będe, Lukas uwierzy i może nas zostawi. Zranię Lukc'a ale ... Ale on też mnie zranił. On mnie zranił ...
- Camille ? Wszystko dobrze ?
- Tak, dzwoń do niego. Dzisiaj u mnie przenocujesz, ok? Musimy pogadać Alice. Dobranoc.
Pobiegłam szybko w stronę ulicy. Chciałam do domu, do łóżka, do Stelli.
- Co ? Dlaczego nie chciałaś wsiąść ? Czyży Cię strach obleciał ? - uśmiechnął się wrednie.
- Nie ! Akurat ciebie się nie boję, wiesz ?! Nie obchodzisz mnie zbytnio...
- A twoja mała siostrzyczka Stella ?
- Czego ty do jasnej cholery od niej chcesz ?! Ona nic Ci nie zrobiła ! Ja z resztą też nie ! O co Ci chodzi ? Ona jest jeszcze mała ! Czemu mnie nienawidzisz ? - popłakałam się. Nie mogłam dłużej udawać. Bałam się. Cholernie się go bałam. Chociaż nie, bałam się o Stellę. Tak, właśnie o nią. O jej życie.
- Nie nienawidzę Cię, czemu tak myślisz ? Ja ... raczej ... raczej ... hmm. no... cóż, ty mi się podobasz, ale ty mnie za bardzo nie lubisz, nie wierzysz we mnie. Poprostu... Chciałbym, żebyś mnie też pokochała ! - kpił sobie ze mnie, czy co ?!
- Że niby co? Niby takie COŚ jak ty ma uczucia i umie kochać ? Że niby ty coś do mnie czujesz ? Proszę Cię... - mówiłam przez łzy, było mi przykro i źle - Błagam, oszczędź mi słuchania tych głupot ! Gdybyś mnie kochał, to ...
- To co ? Powiedz, proszę.
- To byś mnie nie krzywdził. Nie szantażował. Nie robił czegoś takiego ...
- Ale o co Ci chodzi - śmiał się.
- TY ! Ty mnie krzywdzisz, zastraszasz, szantażujesz, że Stella pożałuje, że ją skrzywdzisz. Nie możemy tego załatwić między sobą ?
- Okay. Bądź ze mną. Pokochaj mnie. - to było nieszczere i chamskie .
- Nie. Nie mogę. - akurat wtedy zaczął mi dzwonić telefon.
- Odbierz . Poczekam. - powiedział zły.
To była Alice.
- Hej Cam ! Śpisz już pewnie ? Przepraszam...
- Nie Al, nie śpię. Nie masz za co przepraszać. Co jest ?
- Spotkamy się ? Ale teraz.
- TERAZ ?! Alice ? Oszalałaś ?
- Nie, proszę cię to dla mnie ważne.
- Alice oddzwonię za 10 min. Okay ?
- No dobra. Pa.
- Pa.
Lukas patrzył na mnie prześmiewczo. Boże, jak ja go nie znoszę. !
- Camille, Camille, Camille. Czy ty się nigdy nie nauczysz, że nie umawia się z innymi dopóki nie skończy się pierwszego spotkania ?! - zapytał śmiejąc się głupio.
- Lukas, proszę Cię. To moja przyjaciółka. Odpuść !
- No dobra. To teraz się tłumacz. Dlaczego nie możesz ?
- Czego nie mogę ?
- Nie możesz ze mną być ?
- Bo... bo... bo ja jestem zajęta ... - Jezusie słodki ! Co ja gadałam ?!
- Słucham ?!
- Jestem zajęta .
- Wiesz co Camille, jeszcze będziesz moja. Spierdalaj !
Wyszłam z auta, które niemal natychmiast odjechało i baardzo szybko zniknęło mi z oczu. Idiota, kiedyś się przez to coś komuś stanie. Zadzwoniłam szybko do Alice.
- No i co ? Dasz radę ? - od razu zapytała Alice.
- Jasne, chodź, jestem w parku, obok twojego domu. Ale proszę Cię szybko !
- Już wychodzę.
Chwilę potem Alice była już obok mnie. Nie wyglądała jakby się czymś martwiła, raczej jakby miała mi przekazać dobrą nowinę.
- Co jest ? - zapytałam od razu .
- Jak ty tu tak szybko doszłaś ?
- Pytałam o co chodzi ?
- Wiesz, zbliża się rozpoczęcie roku, trzeba się wybrać na zakupy.
- Jasna cholera ?! Tylko to?
- Nie, musimy pogadać o Lucku. Zerwał z Cindy. Pytał o ciebie.
- S...Słucham ?
- Pytał, czy jeszcze ma u ciebie jakieś szanse. Czy do niego wrócisz. Camille, on od 10 godzin regularnie co 15 min do mnie dzwoni. Jest załamany, chyba Cię jeszcze kocha...
- Tak, Alice! Taak ! Powiedz mu ! Tak, jak najbardziej taak ! - Luck będzie moim wybawicielem ! To z nim będe, Lukas uwierzy i może nas zostawi. Zranię Lukc'a ale ... Ale on też mnie zranił. On mnie zranił ...
- Camille ? Wszystko dobrze ?
- Tak, dzwoń do niego. Dzisiaj u mnie przenocujesz, ok? Musimy pogadać Alice. Dobranoc.
Pobiegłam szybko w stronę ulicy. Chciałam do domu, do łóżka, do Stelli.
piątek, 20 kwietnia 2012
Rozdział VI " Spotkanie "
Wróciłam do domu. Stella siedziała w salonie i oglądała Spongebob'a Kanciastoportego. Gdy weszłam do domu spojrzała na mnie z nad miski z płatkami śniadaniowymi i krótko powiedziała :
- Nie wyjadaj mi płatków. Dzisiaj jedziemy na zakupy. - przez chwilę myślała, że mówi to wrednie, ale za chwilę wybuchnęła czystym i szczerym śmiechem. - Nie będziesz mi wyjadała płatków !
- Oczywiście proszę pani ! Już nigdy nie odważę się dotknąć pani płatków. - uśmiechnęłam się.
- A tak w ogóle to naprawdę musimy jechać na zakupy. W lodówce nic nie ma. Aaaa . Peter, ciocia jest u lekarza, kazała ci pokazać tę kartkę. - powiedziała i podała Peterowi kartkę, którą wyjęła z kieszeni szlafroka.
- Hmm. Jestem u ..... Przyjedź .... Będę ..... - czytał Peter co chwilę sciszając i podnosząc głos na przemian. - Dziewczyny, jadę do cioci Dorothy, ok ? Mam nadzieję, że zajmiesz się Stellą, Camille ? Mogę na ciebie liczyć, co Cam ?
- Jasne, Pet. Leć do cioci.
- Pa ! - krzyknął już za drzwiami wyjściowymi. Usiadłam obok Stelli.
- To co Stella ? Jedziemy na te zakupy?
- Same ? Czym ?
- Siostra Alice nas zawiezie. Wiesz, Angela.
- Aha. A ciocia się nie wścieknie ?
- Hmm. Czemu niby miałaby się wściec ?
- Dzisiaj od rana była jakaś taka zdenerwowana .
- Może wstała lewą nogą ? Dobra, uszykuj się a ja zadzwonię do Angeli, ok ?
- Jasne.
Poszłam do mojego pokoju, żeby przebrać się w jakąś inną bluzkę i założyć rurki i zadzwoniłam do Angeli.
- No hej Angela ! Tu Camille. Co porabiacie z Alice ? zapytałam Angelę.
- Hej, hej ! Nudzimy się . A co ? Zakupy ? - Odparła.
- No . A skąd wiedziałaś ?
- Tak sobie pomyślałam. Dobra, będziemy z Al za jakieś 30 min pod waszym domem, ok ?
- Nom, dzięki .
- Nie ma za co. Pa.
Szybko ubrałam czerwone rurki i czaro-białą bluzkę, z zasadzie to tunikę w paski. Zabrałam portfel i pobiegłam do pokoju Stelli. Szybko pomogłam jej wybrać jakieś ładne ubrania i pobiegłyśmy na dół, żeby zrobić listę zakupów. Akurat wyrobiłyśmy się, bo kiedy odłożyłam długopis usłyszałam klakson samochodu Angeli.
- No hej dziewczyny ! Ooo.. Widzę, że dzisiaj i Stella z nami jedzie ?
- Tak, musimy zrobić duuże zakupy ! A co tam u Was ?
- A ok . Widzę, że ktoś tutaj znowu próbował wpłynąć na swoje życie - wycedziła przez zęby Alice. Angela za to spojrzała w lusterko wzrokiem, który wróżył mi tylko i wyłącznie "poważną rozmowę o moim życiu".
- Matkoo. Przestańcie, proszę Was.
Potem potoczyła się długa i nudna rozmowa o moim głupim życiu bez sensu. Zakupy poszły dość szybko, więc wróciłyśmy do domu po ok. 3 godzinach. Robiło się już ciemno, miałam nadzieję, że ciocia z Peterem jeszcze nie wrócili. Niestety, wrócili. Peter siedział na kanapie w salonie i coś przeglądał, jak tylko weszłyśmy podniósł głowę i delikatnie się uśmiechnął. Ciocia wyszła z kuchni z miną jakiej nigdy nie lubiłam. Była smutna i zła.
- Gdzie byłyście ? - zapytała chłodno.
- Na zakupach, nie było nic w kuchni. Byłam z Angelą. Zadzwoń jak nie wierzysz .
- Jutro porozmawiamy. Ja idę spać. Wy też idźcie, robi się ciemno a jutro ciężki dzień.
- Czyli jak to " ciężki dzień " ?
- Jutro zobaczysz. - powiedziała i odeszła szybko do sypialni. Spojrzałam na Petera. Jego mina nic mi nie mówiła. Super - pomyślałam, będzie nieźle !
- Dobra i ja się zbieram dziewczyny. Radzę słuchać dzisiaj Dorothy. - powiedział Peter
- Ale o co wam chodzi ? - byłam już zła.
- Zobaczysz jutro, daj mi dzisiaj spokój, z resztą, ty też powinnaś odpocząć. - poszedł do sypialni.
Podejrzewam, że to nie będzie miła rozmowa ani jeden z tych " lekkich i spokojnych " dni. Pogoniłam Stellę a sama poszłam do kuchni. Wypakowałam zakupy i przypomniałam sobie karteczkę od Lukasa. Cholera! Spotkanie. Masakraa. Poszłam do siebie a z racji, że o 24 miałam spotkanie z Lukasem < a była dopiero 19 ! > ustawiłam nudzik na pół godziny przed spotkaniem i położyłam się spać.
Obudziłam się tak jak chciałam, o 23:30. Szybko ubrałam się i wyszłam przed dom. Wtedy się zawahałam i cofnęłam do pokoju Stelli. Spała, spokojnie i wygodnie spała. Pod jej łóżkiem leżała kartka. Wiedziałam, że przyjdzie. Zostawił kartkę. " Wiedziałem, że tu przyjdziesz, więc kartkę zostawiłem akurat tutaj. Masz być w umówionym miejscu, bo inaczej Stella pożałuje ! Papa ;* Twój Lukas. " On jest nienormalny.
Wyszłam z domu. Ruszyłam w stronę starego parku. Było strasznie cicho. Tak jak w jakimś porypanym horrorze przed sceną morderstwa czy coś takiego. I nagle ciszę przerwał pisk opon. Wow ! Masakra ! Zajebiste to auto ! Naprawdę ! Czarne i nowe ! Sportowe ! Brak słów ! Byłam < i jestem > zachwycona tym autem. Nagle urok prysł, bo drzwi się otworzyły, a wyłonił się z za nich ... LUKAS ! Z szerkoim uśmiechem powiedział, żebym wsiadała.
- Nie będziesz chyba szła aż tak daleko sama ? Może ci ktoś coś zrobić - głupio się uśmiechnął
- Pójdę sama. Dziękuję za propozycję podwiezienia. Idę !
- Wsiadaj ! - to już nie była prośba. ...
- Nie wyjadaj mi płatków. Dzisiaj jedziemy na zakupy. - przez chwilę myślała, że mówi to wrednie, ale za chwilę wybuchnęła czystym i szczerym śmiechem. - Nie będziesz mi wyjadała płatków !
- Oczywiście proszę pani ! Już nigdy nie odważę się dotknąć pani płatków. - uśmiechnęłam się.
- A tak w ogóle to naprawdę musimy jechać na zakupy. W lodówce nic nie ma. Aaaa . Peter, ciocia jest u lekarza, kazała ci pokazać tę kartkę. - powiedziała i podała Peterowi kartkę, którą wyjęła z kieszeni szlafroka.
- Hmm. Jestem u ..... Przyjedź .... Będę ..... - czytał Peter co chwilę sciszając i podnosząc głos na przemian. - Dziewczyny, jadę do cioci Dorothy, ok ? Mam nadzieję, że zajmiesz się Stellą, Camille ? Mogę na ciebie liczyć, co Cam ?
- Jasne, Pet. Leć do cioci.
- Pa ! - krzyknął już za drzwiami wyjściowymi. Usiadłam obok Stelli.
- To co Stella ? Jedziemy na te zakupy?
- Same ? Czym ?
- Siostra Alice nas zawiezie. Wiesz, Angela.
- Aha. A ciocia się nie wścieknie ?
- Hmm. Czemu niby miałaby się wściec ?
- Dzisiaj od rana była jakaś taka zdenerwowana .
- Może wstała lewą nogą ? Dobra, uszykuj się a ja zadzwonię do Angeli, ok ?
- Jasne.
Poszłam do mojego pokoju, żeby przebrać się w jakąś inną bluzkę i założyć rurki i zadzwoniłam do Angeli.
- No hej Angela ! Tu Camille. Co porabiacie z Alice ? zapytałam Angelę.
- Hej, hej ! Nudzimy się . A co ? Zakupy ? - Odparła.
- No . A skąd wiedziałaś ?
- Tak sobie pomyślałam. Dobra, będziemy z Al za jakieś 30 min pod waszym domem, ok ?
- Nom, dzięki .
- Nie ma za co. Pa.
Szybko ubrałam czerwone rurki i czaro-białą bluzkę, z zasadzie to tunikę w paski. Zabrałam portfel i pobiegłam do pokoju Stelli. Szybko pomogłam jej wybrać jakieś ładne ubrania i pobiegłyśmy na dół, żeby zrobić listę zakupów. Akurat wyrobiłyśmy się, bo kiedy odłożyłam długopis usłyszałam klakson samochodu Angeli.
- No hej dziewczyny ! Ooo.. Widzę, że dzisiaj i Stella z nami jedzie ?
- Tak, musimy zrobić duuże zakupy ! A co tam u Was ?
- A ok . Widzę, że ktoś tutaj znowu próbował wpłynąć na swoje życie - wycedziła przez zęby Alice. Angela za to spojrzała w lusterko wzrokiem, który wróżył mi tylko i wyłącznie "poważną rozmowę o moim życiu".
- Matkoo. Przestańcie, proszę Was.
Potem potoczyła się długa i nudna rozmowa o moim głupim życiu bez sensu. Zakupy poszły dość szybko, więc wróciłyśmy do domu po ok. 3 godzinach. Robiło się już ciemno, miałam nadzieję, że ciocia z Peterem jeszcze nie wrócili. Niestety, wrócili. Peter siedział na kanapie w salonie i coś przeglądał, jak tylko weszłyśmy podniósł głowę i delikatnie się uśmiechnął. Ciocia wyszła z kuchni z miną jakiej nigdy nie lubiłam. Była smutna i zła.
- Gdzie byłyście ? - zapytała chłodno.
- Na zakupach, nie było nic w kuchni. Byłam z Angelą. Zadzwoń jak nie wierzysz .
- Jutro porozmawiamy. Ja idę spać. Wy też idźcie, robi się ciemno a jutro ciężki dzień.
- Czyli jak to " ciężki dzień " ?
- Jutro zobaczysz. - powiedziała i odeszła szybko do sypialni. Spojrzałam na Petera. Jego mina nic mi nie mówiła. Super - pomyślałam, będzie nieźle !
- Dobra i ja się zbieram dziewczyny. Radzę słuchać dzisiaj Dorothy. - powiedział Peter
- Ale o co wam chodzi ? - byłam już zła.
- Zobaczysz jutro, daj mi dzisiaj spokój, z resztą, ty też powinnaś odpocząć. - poszedł do sypialni.
Podejrzewam, że to nie będzie miła rozmowa ani jeden z tych " lekkich i spokojnych " dni. Pogoniłam Stellę a sama poszłam do kuchni. Wypakowałam zakupy i przypomniałam sobie karteczkę od Lukasa. Cholera! Spotkanie. Masakraa. Poszłam do siebie a z racji, że o 24 miałam spotkanie z Lukasem < a była dopiero 19 ! > ustawiłam nudzik na pół godziny przed spotkaniem i położyłam się spać.
Obudziłam się tak jak chciałam, o 23:30. Szybko ubrałam się i wyszłam przed dom. Wtedy się zawahałam i cofnęłam do pokoju Stelli. Spała, spokojnie i wygodnie spała. Pod jej łóżkiem leżała kartka. Wiedziałam, że przyjdzie. Zostawił kartkę. " Wiedziałem, że tu przyjdziesz, więc kartkę zostawiłem akurat tutaj. Masz być w umówionym miejscu, bo inaczej Stella pożałuje ! Papa ;* Twój Lukas. " On jest nienormalny.
Wyszłam z domu. Ruszyłam w stronę starego parku. Było strasznie cicho. Tak jak w jakimś porypanym horrorze przed sceną morderstwa czy coś takiego. I nagle ciszę przerwał pisk opon. Wow ! Masakra ! Zajebiste to auto ! Naprawdę ! Czarne i nowe ! Sportowe ! Brak słów ! Byłam < i jestem > zachwycona tym autem. Nagle urok prysł, bo drzwi się otworzyły, a wyłonił się z za nich ... LUKAS ! Z szerkoim uśmiechem powiedział, żebym wsiadała.
- Nie będziesz chyba szła aż tak daleko sama ? Może ci ktoś coś zrobić - głupio się uśmiechnął
- Pójdę sama. Dziękuję za propozycję podwiezienia. Idę !
- Wsiadaj ! - to już nie była prośba. ...
poniedziałek, 9 kwietnia 2012
Rozdział V " Rana "
Obudziłam się z naprawdę okropnym bólem nadgarstka. Bandaż był cały "przekrwawiony". Fuuu . ! . Ochydnee. Wstałam z łóżka i obejrzałam rękę Stelli, na której o dziwo nie było ani śladu tego co zrobił jej tej nocy Lukas. ! Byłam w szoku ! Jak to możliwe do cholery jasnej ? ! Ubrałam kapcie i ciepłą, szarą, sportową bluzę z uśmiechniętą małpą ( moja ulubiona bluza, którą dostałam od Alice na urodziny) i miałam już wychodzić z kuchni do cioci Dorothy kiedy zobaczyłam karteczką przyczepioną do mojej korkowej tablicy ( która znajdowała się tuż nad moim ogrooomnym łóżkiem, więc nie wiem jak ten debil mógł ją tam przyczepić ! Może on lata ? ! ) . Oczywiście, że napisał ją Lukas ! Napisane było : " Postanowiłem się nad Wami zlitować. Uleczyłem małej, tej no ... Mmm.. Stelli, tak ? . No więc uleczyłem jej ranę, bo JA mam taką moc . Nie żebym się przechwalał oczywiście . Więc uleczyłem jej rękę i jesteś mi winna przysługę. Z resztą, zobaczysz dzisiaj w nocy. Wpadnij dzisiaj do parku, tak około dwunastej w nocy. Wiesz, tego, który jest w pobliżu domu Alice. Czekam na Ciebie kochana ! Aha i przyjdź lepiej sama i na pewno, bo inaczej twoja siostrzyczka Stella tego pożałuje ... Twój na wieki Lukas. " Matko! Ciekawe jak ja się wyrwę w nocy z chaty ? Przecież schody strasznie skrzypią. A co ze Stellą. ? Jak się obudzi a mnie nie będzie ? Coż, postanowiłam chwilowo nie zawracać sobie głowy Lukasem i poszłam do kuchni. Szybko nakarmiłam kotkę, bo strasznie się łasiła i miałczała. Weszłam do salonu i włączyłam telewizor, bo ciocia i Peter chyba jeszcze spali. W każdym razie nie słyszałam, żeby chodzili po mieszkaniu, więc odpaliłam MTV. Akurat leciała " Ekipa z New Jersey " , mój ulubiony program ;) Sciszyłam trochę głos i poszłam zrobić sobie śniadanie. Zagrzałam mleko i z szafki wyciągnęłam moje ulubione płatki SuperStarMaster. W zasadzie to wyciągnęłam tylko pojemnik po płatkach bo nic nie było. Dziwne, jeszcze wczoraj miałam pół kartonu płatków a dzisiaj nic . ? Hmm ... No więc sięgnęłam po płatki zbożowe Stelli - PrincessBreakfast ... Dziwnie się czułam wsypując sobie do miski płatki prosto z różowiótkiego kartonu z księżniczkami i puchatymi misiaczkami. Ale ok. Zalałam mlekiem płatki i poszłam do salonu, gdzie czekał na mnie Peter z apteczką. Zdziwiłam się, bo nie za bardzo słyszałam, żeby ktokolwiek schodził po schodach .
- Skąd wiedziałeś, że tu będe, i że będe potrzebowała pomocy medycznej ? - zapytałam z uśmiechem, ale jednocześnie z odrobiną strachu, że będzie wypytywał mnie co mi się wczoraj stało. - A tak wogóle to Dzień Dobry Peter !
- Hej Camille. Wiesz, przeszedłem się do twojej sypialni i zobaczyłem Stellę leżącą na łóżku. A obok niej było sporo krwi, więc domyśliłem się, że to twoja ręka.
- Taak. Cóż. Bandaż jest trochę przekrwawiony, ale to chyba nic poważnego ?
- No nie wiem. Wczoraj wyglądało to trochę strasznie !
- Oj tam, oj tam. Nic mi nie będzie !
- A mi się wydaje, że jednak coś może być nie tak. Pokaż rękę.
Więc mu pokazałam. Był przerażony, zmienił mi opatrunek i ...
- Boli Cie ? - zapytała pani Doktor Uncy Lemon ( nie żebym to wcześniej wiedziała. Przeczytałam to na plakietce
- Nie, nie boli. - odparłam grzecznie
- To dobrze, już kończę szyć ranę. Myślę, że szyna będzie tu konieczna.
- Jaka szyna ? ! - zapytałam panią Cytrynową przerażona .
- Lekarska. Spokojnie. Usztywni Ci rękę tak, żeby nic się nie stało. Rozumiesz?
- Jasne.
- Ok, Camille ! Wszystko skończone. Chodź teraz za mną założę Ci szynę i wszystko. Zaraz pojedziesz do domu z Peterem.
- Dzięki
Żeby było jasne. Byłam na założeniu szwów. Chwilę po szyciu "doktor cytrynka" założyła mi szynę i pojechałam do domu z Peterem.
Dalszy ciąg rozdziału, czyli spotkanie Camille z Lukasem w parku, rozmowa ze Stellą, oraz ucieczka "do Alice", postaram się wstawić w tygodniu . :D Mam nadzieję, że podoba się Wam mój blog i zachęcam do dodawania komentarzy. ;) Dzięki za czytanie bloga i ... hmm .. papa ;* ♥
- Skąd wiedziałeś, że tu będe, i że będe potrzebowała pomocy medycznej ? - zapytałam z uśmiechem, ale jednocześnie z odrobiną strachu, że będzie wypytywał mnie co mi się wczoraj stało. - A tak wogóle to Dzień Dobry Peter !
- Hej Camille. Wiesz, przeszedłem się do twojej sypialni i zobaczyłem Stellę leżącą na łóżku. A obok niej było sporo krwi, więc domyśliłem się, że to twoja ręka.
- Taak. Cóż. Bandaż jest trochę przekrwawiony, ale to chyba nic poważnego ?
- No nie wiem. Wczoraj wyglądało to trochę strasznie !
- Oj tam, oj tam. Nic mi nie będzie !
- A mi się wydaje, że jednak coś może być nie tak. Pokaż rękę.
Więc mu pokazałam. Był przerażony, zmienił mi opatrunek i ...
- Boli Cie ? - zapytała pani Doktor Uncy Lemon ( nie żebym to wcześniej wiedziała. Przeczytałam to na plakietce
- Nie, nie boli. - odparłam grzecznie
- To dobrze, już kończę szyć ranę. Myślę, że szyna będzie tu konieczna.
- Jaka szyna ? ! - zapytałam panią Cytrynową przerażona .
- Lekarska. Spokojnie. Usztywni Ci rękę tak, żeby nic się nie stało. Rozumiesz?
- Jasne.
- Ok, Camille ! Wszystko skończone. Chodź teraz za mną założę Ci szynę i wszystko. Zaraz pojedziesz do domu z Peterem.
- Dzięki
Żeby było jasne. Byłam na założeniu szwów. Chwilę po szyciu "doktor cytrynka" założyła mi szynę i pojechałam do domu z Peterem.
Dalszy ciąg rozdziału, czyli spotkanie Camille z Lukasem w parku, rozmowa ze Stellą, oraz ucieczka "do Alice", postaram się wstawić w tygodniu . :D Mam nadzieję, że podoba się Wam mój blog i zachęcam do dodawania komentarzy. ;) Dzięki za czytanie bloga i ... hmm .. papa ;* ♥
sobota, 24 marca 2012
Rozdział IV "Twój na wieki"
W szpitalu poleżałam jeszcze 4 dni . Boże, co za okropne 4 dni ! Cały czas mnie pilnowali, psycholożka siedziała przy mnie non stop i wypytywała o przedziwne rzeczy. Nasza ostatnia, dość długa rozmowa brzmiała mniej więcej tak :
- A pani znowu tu . - powiedziałam oschle. Miałam już dość siedzenia z panią Stacy Logrover, psycholog szpitalnym.
- Camille wiem, że masz dosyć, ale ja muszę się dowiedzieć co z tobą nie tak ! Zrozum mnie ! Proszę - odparła pani psycholog.
- Mam już dosyć, no owszem. A pani ciągle pyta o to samo .
- Muszę o to pytać. No to powiesz mi coś w końcu ? Hmm ? Wiesz, że chcę dobrze .
- Tak. No to co chce pani wiedzieć ?
- Wszystko. Wszystkie powody dla których się cięłaś.
- Wszystkie ? No ok. Zaczynam. Więc tak. Zacznę od rodziców. Od wielu lat nie było ich w domu. Mieszkają we Włoszech i za bardzo nie interesują się tym co się z nami dzieje. Z nami czyli ze mną i ze Stellą, jak się pani domyśla. Dalej, zerwał ze mną chłopak. Kochałam, nawet teraz dalej go kocham. Kocham Luck'a. On ponoć też mnie kochał, ale wybrał inną, w dodatku mojego największego wroga. Co jeszcze ? Ciocia Dorothy. Ona chorowała, ciężko chorowała. Mogła umrzeć. I jeszcze Stella. Ona też bardzo cierpi. Rodzice mają nas gdzieś, nie pamiętają o nas. I tyle !
- Camille, przykro mi z powodu Luck'a i cioci Dorothy. Ale nie powinnaś twierdzić, że rodzice mają Cię gdzieś! Oni was kochają, ale po prostu nie umieją tego okazać.
- Jasne. Pani Stacy. Proszę nie żartować, ok?
- Camille ? Wiesz, że to ja jestem tu psychologiem ? Nie żartuję, naprawdę. Uwierz mi, jestem doświadczona również w takich sprawach jak twoja.
- Pani mnie nie rozumie.
- Jesteś pewna ?
- No tak, bo żeby mnie zrozumieć, to trzeba przeżyć to co ja. A nie tylko ukończyć studia z psychologii.
- Myślisz, że dlaczego zostałam psychologiem ? Gdybym nie wiedziała co to znaczy "ciąć się" i "samobójstwo" to zostałabym psychologiam ?
- Nie wiem. Nie znam pani.
- Może chcesz poznać ? Wtedy może będziesz chciała po ludzku pogadać, co ?
- No ok. Proszę mówić.
- Widzisz Camille, jak ja byłam w twoim wieku to nie miałam tak fajowo. Ojciec był pijakiem, co zarobił to przepił.nie mieliśmy gdzie mieszkać a czasem i co jeść. W pewnym momencie ojciec zabił mamusię. Potem sam się powiesił. A ja z rodzeństwem trafiliśmy do domu dziecka. Tak się zaczęło, bo i tam nie było łatwo. Cięłam się a i wielokrotnie próbowałam popełnić samobójstwo. Potem zrozumiałam, że nie można tak żyć.Chciałam pomagać innym. Tym którzy tak zaczynają, nie chciałam, żeby ludzie tacy byli. Moja przyjaciółka popełniła samobójstwo. Nałykała się tabletek, ale przed samą śmiercią płakała, bo chciała, tak bardzo cofnąć czas i wrócić do życia. Chwilę potem umarła...
- Przykro mi. Naprawdę.
- Teraz mnie rozumiesz Camille ?
- Tak... Przepraszam za moje zachowanie.
- Dlatego nie chcę abyś ty tak skończyła, masz wiele życia przed sobą ! Naprawdę.
Dalej tłumaczyła mi co mogę robić w "kryzysowych sytuacjach" itp.
Stella przyszła z ciocią Dorothy do szpitala po moje rzeczy. Peter czekał w aucie. Wróciłam do domu bez słowa. Nie chciałam z nikim rozmawiać. Po prostu miałam dość i byłam zmęczona. Siadłam na kompa i sprawdziłam Facebooka. Kilka zaproszeń, powiadomień o komentarzach i linkach znajomych, kilka wiadomości. Wszystkie o tej samej treści " Camille, czemu to zrobiłaś ? Tęsknimy. Nie strasz nas więcej, nie krzywdź siebie i nas. " Normalnie jakby byli w zmowie :/ Czytałam tak każdą wiadomość po kolei, przeglądałam newsy na tablicach znajomych i w pewnym momencie dostrzegłam dwie nowe wiadomości. Były od Luck'a. Przeczytałam " Camille, nie tnij się, proszę" oraz "Camille, nie rób sobie nic złego. Zależy mi na tym ! Proszę Cię . Luck " Hahaha ! On pisze mi, że mu zależy ? Na czym ? Na mnie, czyli na byłej dziewczynie, z którą miał utrzymywać kumpelskie kontakty czy może na jego reputacji ? Bo przecież jak to jest chodzić z niedoszłą samobójczynią ?!
Siedziałam na kompie jeszcze chwilę. Potem do pokoju weszła Stella. Miała w rączce reklamówkę. Zdziwiłam się trochę ale bez słowa usiadłam na łóżku i czekałam na to co się dalej stanie. Stella usiadła obok mnie i zaczęła wypakowywać zawartość reklamówki.
- Przyniosłam trochę filmów i czekoladek. I popcorn nam ciocia praży a wujek Peter zaraz przywiezie nam napoje. - oznajmiła mi Stella
- Ale po co to wszystko ? - zapytałam
- Bo im kazałam iść dzisiaj na kolację, żeby po tym wszystkim odpoczęli. My zostajemy same i mamy babski wieczorek.
- No możemy mieć ten " babski wieczorek "
- Ja nie pytałam Cię o zdanie tylko tak powiedziałam.- po wypowiedzeniu tego zdania z powagą, roześmiała się na głos, a ja razem z nią.
Popatrzałam jakie filmy przyniosła. Cóż, mała ma niezły gust. Przyniosła "Zmierzch" i " Pamiętniki Wampirów" . Super. Oglądałyśmy cały Zmierzch i kilka odcinków Pamiętników i Stella poszła spać. Zeszłam na chwilę na dół, żeby zobaczyć czy ciocia już wróciła. Zeszłam ze schodów i usłyszałam pisk. Cichy pisk zza drzwi łazienki. Postanowiłam sprawdzić co to. Weszłam. Nikogo ani nic nie było w łazience. Ale okno było otwarte na oścież. Dziwne. Przecież zawsze zamykamy okna na noc. No nic, zamknęłam je i ...
Usłyszałam straszny krzyk z mojego pokoju. To Stella. Szybko pobiegłam do niej. Miała poszarpaną całą koszulę a z ręki leciała jej krew. Tak jakby miała rozciętą rękę. Przeraziłam się. Okno było otwarte. Stella strasznie płakała. Przytuliłam ją.
- Śnił mi się pan. Miał czarny, długi do ziemi płaszcz, czarne włosy i czarne oczy. Był blady. Zbliżał się do ciebie i w końcu Cię ugryzł. Wrzeszczałam. - mówiła mi Stella.
- Kochanie. Przykro mi. To straszne.
- Dlaczego leciała mi krew ?
- Bo spadłaś z łóżka i nadziałaś się na ... Kawałek ... Drewna... Tak, drewna ..
- A skąd tam było drewno ? I przecież leżałam na łóżku.
- Od razu Cię podniosłam. A to drewno, sama nie wiem. Pewnie szkatułka mi się zepsuła i odpadł kawałek drewna. Śpij Stella. Dobrze ?
Nie odpowiedziała, zasnęła. Przebrałam ją w długą pidżamkę i opatrzyłam ranę. Ktoś tu był. I zrobił to specjalnie. Skrzywdził moją Stellę.
Wybiła 12 w nocy. Postanowiłam przeszukać cały dom. Chodziłam wszędzie. Szukałam po strychu, w piwnicy, na piętrze i na parterze. Nic. W pewnym momencie poddałam się. Wtedy to się stało. Coś zakryło mi usta. Ktoś zakrył mi usta.
- Cichutko. Obejdzie się bez krzyków taak ? - zapytał.
- Uhm . - zdołałam z siebie wydusić.
- Więc tak. Ja zrobię co trzeba a ty nawet nie piśniesz, bo twój kotek coś za bardzo mnie nie lubi. Nie chcę mu się narazić. - podle się uśmiechał. Był piękny. I zimny. I blady. Przecież wampiry nie istnieją... Zdjął mi bandaż z nadgarstka. Zniszczył cały opatrunek. Uśmiechnął się jeszcze szerzej i ... Ugryzł mnie. Bolało, cholernie bolało. Chciałam wrzeszczeć. Nie krzyknęłam. Po chwili wstał. Nadal bolało.
- Wiesz co zrobiłem ? - zapytał uśmiechając się podle. Oblizywał usta z mojej krwi.
- Niee - wyjęczałam
- Zapolowałem sobie. Wypiłem trochę ciebie. I wiesz co ? Dla dobra twojej siostrzyczki, jak jej tam. Hmmm. Belli ?
- Nie, to jest Stella.
- No, bez różnicy. Więc dla dobra tej no Stelli nikomu nic nie mów, bo następnym razem potraktuję ją gorzej niż dzisiaj. A w zasadzie to wczoraj.
- To ty ? Dlaczego ją krzywdzisz?
- Cichutko. Spokojnie. Ups. Muszę się zbierać bo twoja ciocia zaraz tu będzie a wiesz, tak w nocy nie wypada. Jeszcze sobie coś pomyślą.
- Szmata... Wypierdalaj stąd ! Odwal się od Stelli ok ?
- Oj, nie tak wulgarnie. Do zobaczenia.
Nie było go. Po prostu tak jakby się rozpłynął w powietrzu.
Nadgarstek bolał. Auć. Cholernie bolał i krwawił. Do domu weszła ciocia i Peter.
- Rana Ci się otworzyła. - powiedział niespokojnie Peter - Dorothy idź po apteczkę.
Peter zrobił mi opatrunek i położyłam się spać. Weszłam do pokoju a na łóżku obok Stelli leżała karteczka
" Jeszce do Ciebie wrócę, kochana ! I mniej wulgaryzmu, kobietom nie wypada tak mówić. Twój na wieki Lukas"
Wsadziłam kartkę do pamiętnika. Nie chciałam się teraz nią martwić. Mocno przytuliłam Stellę do siebię i zasnęłam. Z tym cholernie bolącym nadgarstkiem.
- A pani znowu tu . - powiedziałam oschle. Miałam już dość siedzenia z panią Stacy Logrover, psycholog szpitalnym.
- Camille wiem, że masz dosyć, ale ja muszę się dowiedzieć co z tobą nie tak ! Zrozum mnie ! Proszę - odparła pani psycholog.
- Mam już dosyć, no owszem. A pani ciągle pyta o to samo .
- Muszę o to pytać. No to powiesz mi coś w końcu ? Hmm ? Wiesz, że chcę dobrze .
- Tak. No to co chce pani wiedzieć ?
- Wszystko. Wszystkie powody dla których się cięłaś.
- Wszystkie ? No ok. Zaczynam. Więc tak. Zacznę od rodziców. Od wielu lat nie było ich w domu. Mieszkają we Włoszech i za bardzo nie interesują się tym co się z nami dzieje. Z nami czyli ze mną i ze Stellą, jak się pani domyśla. Dalej, zerwał ze mną chłopak. Kochałam, nawet teraz dalej go kocham. Kocham Luck'a. On ponoć też mnie kochał, ale wybrał inną, w dodatku mojego największego wroga. Co jeszcze ? Ciocia Dorothy. Ona chorowała, ciężko chorowała. Mogła umrzeć. I jeszcze Stella. Ona też bardzo cierpi. Rodzice mają nas gdzieś, nie pamiętają o nas. I tyle !
- Camille, przykro mi z powodu Luck'a i cioci Dorothy. Ale nie powinnaś twierdzić, że rodzice mają Cię gdzieś! Oni was kochają, ale po prostu nie umieją tego okazać.
- Jasne. Pani Stacy. Proszę nie żartować, ok?
- Camille ? Wiesz, że to ja jestem tu psychologiem ? Nie żartuję, naprawdę. Uwierz mi, jestem doświadczona również w takich sprawach jak twoja.
- Pani mnie nie rozumie.
- Jesteś pewna ?
- No tak, bo żeby mnie zrozumieć, to trzeba przeżyć to co ja. A nie tylko ukończyć studia z psychologii.
- Myślisz, że dlaczego zostałam psychologiem ? Gdybym nie wiedziała co to znaczy "ciąć się" i "samobójstwo" to zostałabym psychologiam ?
- Nie wiem. Nie znam pani.
- Może chcesz poznać ? Wtedy może będziesz chciała po ludzku pogadać, co ?
- No ok. Proszę mówić.
- Widzisz Camille, jak ja byłam w twoim wieku to nie miałam tak fajowo. Ojciec był pijakiem, co zarobił to przepił.nie mieliśmy gdzie mieszkać a czasem i co jeść. W pewnym momencie ojciec zabił mamusię. Potem sam się powiesił. A ja z rodzeństwem trafiliśmy do domu dziecka. Tak się zaczęło, bo i tam nie było łatwo. Cięłam się a i wielokrotnie próbowałam popełnić samobójstwo. Potem zrozumiałam, że nie można tak żyć.Chciałam pomagać innym. Tym którzy tak zaczynają, nie chciałam, żeby ludzie tacy byli. Moja przyjaciółka popełniła samobójstwo. Nałykała się tabletek, ale przed samą śmiercią płakała, bo chciała, tak bardzo cofnąć czas i wrócić do życia. Chwilę potem umarła...
- Przykro mi. Naprawdę.
- Teraz mnie rozumiesz Camille ?
- Tak... Przepraszam za moje zachowanie.
- Dlatego nie chcę abyś ty tak skończyła, masz wiele życia przed sobą ! Naprawdę.
Dalej tłumaczyła mi co mogę robić w "kryzysowych sytuacjach" itp.
Stella przyszła z ciocią Dorothy do szpitala po moje rzeczy. Peter czekał w aucie. Wróciłam do domu bez słowa. Nie chciałam z nikim rozmawiać. Po prostu miałam dość i byłam zmęczona. Siadłam na kompa i sprawdziłam Facebooka. Kilka zaproszeń, powiadomień o komentarzach i linkach znajomych, kilka wiadomości. Wszystkie o tej samej treści " Camille, czemu to zrobiłaś ? Tęsknimy. Nie strasz nas więcej, nie krzywdź siebie i nas. " Normalnie jakby byli w zmowie :/ Czytałam tak każdą wiadomość po kolei, przeglądałam newsy na tablicach znajomych i w pewnym momencie dostrzegłam dwie nowe wiadomości. Były od Luck'a. Przeczytałam " Camille, nie tnij się, proszę" oraz "Camille, nie rób sobie nic złego. Zależy mi na tym ! Proszę Cię . Luck " Hahaha ! On pisze mi, że mu zależy ? Na czym ? Na mnie, czyli na byłej dziewczynie, z którą miał utrzymywać kumpelskie kontakty czy może na jego reputacji ? Bo przecież jak to jest chodzić z niedoszłą samobójczynią ?!
Siedziałam na kompie jeszcze chwilę. Potem do pokoju weszła Stella. Miała w rączce reklamówkę. Zdziwiłam się trochę ale bez słowa usiadłam na łóżku i czekałam na to co się dalej stanie. Stella usiadła obok mnie i zaczęła wypakowywać zawartość reklamówki.
- Przyniosłam trochę filmów i czekoladek. I popcorn nam ciocia praży a wujek Peter zaraz przywiezie nam napoje. - oznajmiła mi Stella
- Ale po co to wszystko ? - zapytałam
- Bo im kazałam iść dzisiaj na kolację, żeby po tym wszystkim odpoczęli. My zostajemy same i mamy babski wieczorek.
- No możemy mieć ten " babski wieczorek "
- Ja nie pytałam Cię o zdanie tylko tak powiedziałam.- po wypowiedzeniu tego zdania z powagą, roześmiała się na głos, a ja razem z nią.
Popatrzałam jakie filmy przyniosła. Cóż, mała ma niezły gust. Przyniosła "Zmierzch" i " Pamiętniki Wampirów" . Super. Oglądałyśmy cały Zmierzch i kilka odcinków Pamiętników i Stella poszła spać. Zeszłam na chwilę na dół, żeby zobaczyć czy ciocia już wróciła. Zeszłam ze schodów i usłyszałam pisk. Cichy pisk zza drzwi łazienki. Postanowiłam sprawdzić co to. Weszłam. Nikogo ani nic nie było w łazience. Ale okno było otwarte na oścież. Dziwne. Przecież zawsze zamykamy okna na noc. No nic, zamknęłam je i ...
Usłyszałam straszny krzyk z mojego pokoju. To Stella. Szybko pobiegłam do niej. Miała poszarpaną całą koszulę a z ręki leciała jej krew. Tak jakby miała rozciętą rękę. Przeraziłam się. Okno było otwarte. Stella strasznie płakała. Przytuliłam ją.
- Śnił mi się pan. Miał czarny, długi do ziemi płaszcz, czarne włosy i czarne oczy. Był blady. Zbliżał się do ciebie i w końcu Cię ugryzł. Wrzeszczałam. - mówiła mi Stella.
- Kochanie. Przykro mi. To straszne.
- Dlaczego leciała mi krew ?
- Bo spadłaś z łóżka i nadziałaś się na ... Kawałek ... Drewna... Tak, drewna ..
- A skąd tam było drewno ? I przecież leżałam na łóżku.
- Od razu Cię podniosłam. A to drewno, sama nie wiem. Pewnie szkatułka mi się zepsuła i odpadł kawałek drewna. Śpij Stella. Dobrze ?
Nie odpowiedziała, zasnęła. Przebrałam ją w długą pidżamkę i opatrzyłam ranę. Ktoś tu był. I zrobił to specjalnie. Skrzywdził moją Stellę.
Wybiła 12 w nocy. Postanowiłam przeszukać cały dom. Chodziłam wszędzie. Szukałam po strychu, w piwnicy, na piętrze i na parterze. Nic. W pewnym momencie poddałam się. Wtedy to się stało. Coś zakryło mi usta. Ktoś zakrył mi usta.
- Cichutko. Obejdzie się bez krzyków taak ? - zapytał.
- Uhm . - zdołałam z siebie wydusić.
- Więc tak. Ja zrobię co trzeba a ty nawet nie piśniesz, bo twój kotek coś za bardzo mnie nie lubi. Nie chcę mu się narazić. - podle się uśmiechał. Był piękny. I zimny. I blady. Przecież wampiry nie istnieją... Zdjął mi bandaż z nadgarstka. Zniszczył cały opatrunek. Uśmiechnął się jeszcze szerzej i ... Ugryzł mnie. Bolało, cholernie bolało. Chciałam wrzeszczeć. Nie krzyknęłam. Po chwili wstał. Nadal bolało.
- Wiesz co zrobiłem ? - zapytał uśmiechając się podle. Oblizywał usta z mojej krwi.
- Niee - wyjęczałam
- Zapolowałem sobie. Wypiłem trochę ciebie. I wiesz co ? Dla dobra twojej siostrzyczki, jak jej tam. Hmmm. Belli ?
- Nie, to jest Stella.
- No, bez różnicy. Więc dla dobra tej no Stelli nikomu nic nie mów, bo następnym razem potraktuję ją gorzej niż dzisiaj. A w zasadzie to wczoraj.
- To ty ? Dlaczego ją krzywdzisz?
- Cichutko. Spokojnie. Ups. Muszę się zbierać bo twoja ciocia zaraz tu będzie a wiesz, tak w nocy nie wypada. Jeszcze sobie coś pomyślą.
- Szmata... Wypierdalaj stąd ! Odwal się od Stelli ok ?
- Oj, nie tak wulgarnie. Do zobaczenia.
Nie było go. Po prostu tak jakby się rozpłynął w powietrzu.
Nadgarstek bolał. Auć. Cholernie bolał i krwawił. Do domu weszła ciocia i Peter.
- Rana Ci się otworzyła. - powiedział niespokojnie Peter - Dorothy idź po apteczkę.
Peter zrobił mi opatrunek i położyłam się spać. Weszłam do pokoju a na łóżku obok Stelli leżała karteczka
" Jeszce do Ciebie wrócę, kochana ! I mniej wulgaryzmu, kobietom nie wypada tak mówić. Twój na wieki Lukas"
Wsadziłam kartkę do pamiętnika. Nie chciałam się teraz nią martwić. Mocno przytuliłam Stellę do siebię i zasnęłam. Z tym cholernie bolącym nadgarstkiem.
sobota, 17 marca 2012
ROZDZIAŁ III "Szpital"
Cały dzień byłam zajęta. To zajmowałam się Stellą, to pomagałam cioci przygotowywać przyjęcie ( zjechała się calutka rodzina Petera ), potem jeszcze pomagałam Alice wybrać sukienkę na bal. Oczywiście, myślicie pewnie co męczącego jest wybieraniu sukienki na bal ? Hmmm... A no to, że to sukienka dla Alice. Łaziłyśmy po wieeelu sklepach, wybierałyśmy spośród wielu sukienek, aż w końcu ...
- Którą wybrać ? Tę turkusową w w czarne drobne kropki, turkusową w kwiatki czy może po prostu turkusową ? - zapytała Al
- Wiesz, że nie kręci mnie wybór twojej sukienki, prawda ? Ale jak dla mnie wzięłabym tę czarną w kwiaty.
- Nie, nie, nie ! Camille ! Muszę wyróżniać się z tłumu !
- Alice ! Cholera jasna, i tak się wyróżniasz z tłumu ! Weź może tę turkusową.
- Ale we wzory czy jak ?
- Alice ... Tę bez wzorów !
- Ok.
Nastał ten moment, myślałam, że to już koniec wybierania, weszła do przebieralni. Po wyjściu usłyszałam jednak :
- Camille, miałaś rację, czarna jednak będzie najlepsza. Biorę tamtą !
Ahh, zakupy z Alice ! ;D W końcu wybrała tę jedną, jedyną sukienkę, Zdecydowała się na tę czarną. Wróciłam do domu padnięta, w końcu nie spałam poprzedniej nocy prawie wcale.
Po powrocie do domu zastałam całą rodzinkę Petera. Byli tu wszyscy ! A mi marzyło się tylko położyć się spać. Po chwilowej "krótkiej" pogawędce z siostrzenicą Petera postanowiłam iść do siebie. Tak też zrobiłam. Miałam nadzieję, że to już koniec wrażeń na dziś. Ale niee ! Nagle zadzwonił telefon. Odebrałam. Ojciec.
- Camille ? Jesteś ? - powiedział.
- Tak, przecież gdyby mnie nie było dalej słyszał byś sygnał połączenia, no nie ?
- Aah, nie pomyślałem. Mam złe wieści, mama wylądowała w szpitalu, zasłabła, coś z nią ostatnio nie tak. Cały czas źle się czuję, słabnie, wymiotuje. To może jakiś wirus !
- Tatoo. Cholera jasna, pomyśl trochę ! Może ona jest w ciąży ?
- Nawet tak nie mów Camille ! Zabraniam Ci tak mówić !
- Tato, nie denerwuj się, będzie dobrze, poleży w szpitalu i ją wyleczą ! Z tą ciążą tylko żartowałam.
- To dobrze, nie wiem jak dałbym radę wychować 3 dziecko...
- No nie. Nie powiesz mi chyba, że TY i mama wychowaliście mnie i Stelle ?
- A kto ?
- No, może ciocia Dorothy ! ? Wy macie nas gdzieś ! Liczy się tylko praca i praca ! Nie było was w domu od 3 lat !
- W domu jesteśmy codziennie !
- Nie udawaj głupka tato. Nie było was w Netleswille od 3 lat ! Od kiedy Stella skończyła 4 latka !
- Cam, interesujemy się wami, my poprostu nie możemy tak często przyjeżdżać do Netleswille !
- Nie, nie interesujecie się nami. Nawet nie pamiętacie o naszych urodzinach, o świętach. Skoro się nami interesujecie to dlaczego nie przyjechaliście nawet do domu wtedy, gdy skoczyłam z dachu ? Gdy chciałam się zabić !? Przez telefon powiedziałeś mi wtedy tylko tyle " Córko, nie rób tego więcej, bo zrobisz sobie krzywdę, co wtedy ? "
- A co miałem zrobić ?
- Przyjechać ! ... Zamartwić się ...
Rozłączyłam się. Wybuchnęłam płaczem. Nie dałam rady. Miałam poprostu dosyć. Ojciec znowu dzwonił. Wyłączyłam telefon. Nie wytrzymałam i ... pocięłam się... Ale coś było nie tak, nie słyszałam już takiego hałasu w koło mnie, przestałam myśleć, bolało ale inaczej niż zwykle. Nic więcej nie pamiętam.
- Matko, to ona już tak nie pierwszy raz, tak pani Dorothy ? - usłyszałam jakiś inny głos, nie znałam go.
- Nie, Boże. Znowu. Kolejny raz. - to chyba była ciocia Dorothy.
- Przykro mi, pójdę po lekarstwa, dobrze ?
- Dobrze. Aha i jak długo będzie leżała w szpitalu ? - usłyszałam. W szpitalu ? Jejkuś ! Udało mi się !
- Wydaje mi się, że jeszcze kilka dni, to był poważny krwotok. Ma strasznie uszkodzoną rękę.
Usłyszałam jak ciocia płacze. Próbowałam otworzyć oczy, nie mogłam. Coś było nie tak. Powoli, powolutku otwierałam oczy. Udało się. Lampy strasznie raziły mnie w oczy. Zobaczyłam ciocię Dorothy. Nie wiedziałam co powiedzieć...
- Camille ! Jejku ! Obudziłaś się... Kochana. Dlaczego ?
Nie umiałam jej tego wyjaśnić. Milczałam. Płakałyśmy razem.
Po chwili do sali wbiegła Stella. Chyba wcześniej płakała, miała podkrążone oczy. Była smutna.
- Odblokowałam telefon Camille. - powiedziała oschle.
- Jak to zrobiłaś ? Był kod PIN. - odparła ciocia.
- Znam jej PIN.
Uśmiechnęła się do mnie skromnie i zrobiła to na co tylko czekałam - przytuliła mnie.
- Kocham Cię Cami. - powiedziała mi Stella
- Ja ciebie też Stelluniu ! - powiedziałam jej najszczerzej, tak prosto z serca.
Potem rozmawiałam jeszcze z ciocią, Peterem, Stellą i psychologiem. Nie dałam jednak rady długo wytrzymać. Zasnęłam, z tym boskim bólem nadgarstka. Tak pięknie bolało...
Chciałabym podziękować wszystkim moim przyjaciołom, którzy pomagali mi bezinteresownie jak tylko mogli ;* ;* ♥ ♥ ♥ Wielkie dzięki Kochani ! ♥ Bez Was bym nic nie osiągnęła ! ♥ ♥
- Którą wybrać ? Tę turkusową w w czarne drobne kropki, turkusową w kwiatki czy może po prostu turkusową ? - zapytała Al
- Wiesz, że nie kręci mnie wybór twojej sukienki, prawda ? Ale jak dla mnie wzięłabym tę czarną w kwiaty.
- Nie, nie, nie ! Camille ! Muszę wyróżniać się z tłumu !
- Alice ! Cholera jasna, i tak się wyróżniasz z tłumu ! Weź może tę turkusową.
- Ale we wzory czy jak ?
- Alice ... Tę bez wzorów !
- Ok.
Nastał ten moment, myślałam, że to już koniec wybierania, weszła do przebieralni. Po wyjściu usłyszałam jednak :
- Camille, miałaś rację, czarna jednak będzie najlepsza. Biorę tamtą !
Ahh, zakupy z Alice ! ;D W końcu wybrała tę jedną, jedyną sukienkę, Zdecydowała się na tę czarną. Wróciłam do domu padnięta, w końcu nie spałam poprzedniej nocy prawie wcale.
Po powrocie do domu zastałam całą rodzinkę Petera. Byli tu wszyscy ! A mi marzyło się tylko położyć się spać. Po chwilowej "krótkiej" pogawędce z siostrzenicą Petera postanowiłam iść do siebie. Tak też zrobiłam. Miałam nadzieję, że to już koniec wrażeń na dziś. Ale niee ! Nagle zadzwonił telefon. Odebrałam. Ojciec.
- Camille ? Jesteś ? - powiedział.
- Tak, przecież gdyby mnie nie było dalej słyszał byś sygnał połączenia, no nie ?
- Aah, nie pomyślałem. Mam złe wieści, mama wylądowała w szpitalu, zasłabła, coś z nią ostatnio nie tak. Cały czas źle się czuję, słabnie, wymiotuje. To może jakiś wirus !
- Tatoo. Cholera jasna, pomyśl trochę ! Może ona jest w ciąży ?
- Nawet tak nie mów Camille ! Zabraniam Ci tak mówić !
- Tato, nie denerwuj się, będzie dobrze, poleży w szpitalu i ją wyleczą ! Z tą ciążą tylko żartowałam.
- To dobrze, nie wiem jak dałbym radę wychować 3 dziecko...
- No nie. Nie powiesz mi chyba, że TY i mama wychowaliście mnie i Stelle ?
- A kto ?
- No, może ciocia Dorothy ! ? Wy macie nas gdzieś ! Liczy się tylko praca i praca ! Nie było was w domu od 3 lat !
- W domu jesteśmy codziennie !
- Nie udawaj głupka tato. Nie było was w Netleswille od 3 lat ! Od kiedy Stella skończyła 4 latka !
- Cam, interesujemy się wami, my poprostu nie możemy tak często przyjeżdżać do Netleswille !
- Nie, nie interesujecie się nami. Nawet nie pamiętacie o naszych urodzinach, o świętach. Skoro się nami interesujecie to dlaczego nie przyjechaliście nawet do domu wtedy, gdy skoczyłam z dachu ? Gdy chciałam się zabić !? Przez telefon powiedziałeś mi wtedy tylko tyle " Córko, nie rób tego więcej, bo zrobisz sobie krzywdę, co wtedy ? "
- A co miałem zrobić ?
- Przyjechać ! ... Zamartwić się ...
Rozłączyłam się. Wybuchnęłam płaczem. Nie dałam rady. Miałam poprostu dosyć. Ojciec znowu dzwonił. Wyłączyłam telefon. Nie wytrzymałam i ... pocięłam się... Ale coś było nie tak, nie słyszałam już takiego hałasu w koło mnie, przestałam myśleć, bolało ale inaczej niż zwykle. Nic więcej nie pamiętam.
- Matko, to ona już tak nie pierwszy raz, tak pani Dorothy ? - usłyszałam jakiś inny głos, nie znałam go.
- Nie, Boże. Znowu. Kolejny raz. - to chyba była ciocia Dorothy.
- Przykro mi, pójdę po lekarstwa, dobrze ?
- Dobrze. Aha i jak długo będzie leżała w szpitalu ? - usłyszałam. W szpitalu ? Jejkuś ! Udało mi się !
- Wydaje mi się, że jeszcze kilka dni, to był poważny krwotok. Ma strasznie uszkodzoną rękę.
Usłyszałam jak ciocia płacze. Próbowałam otworzyć oczy, nie mogłam. Coś było nie tak. Powoli, powolutku otwierałam oczy. Udało się. Lampy strasznie raziły mnie w oczy. Zobaczyłam ciocię Dorothy. Nie wiedziałam co powiedzieć...
- Camille ! Jejku ! Obudziłaś się... Kochana. Dlaczego ?
Nie umiałam jej tego wyjaśnić. Milczałam. Płakałyśmy razem.
Po chwili do sali wbiegła Stella. Chyba wcześniej płakała, miała podkrążone oczy. Była smutna.
- Odblokowałam telefon Camille. - powiedziała oschle.
- Jak to zrobiłaś ? Był kod PIN. - odparła ciocia.
- Znam jej PIN.
Uśmiechnęła się do mnie skromnie i zrobiła to na co tylko czekałam - przytuliła mnie.
- Kocham Cię Cami. - powiedziała mi Stella
- Ja ciebie też Stelluniu ! - powiedziałam jej najszczerzej, tak prosto z serca.
Potem rozmawiałam jeszcze z ciocią, Peterem, Stellą i psychologiem. Nie dałam jednak rady długo wytrzymać. Zasnęłam, z tym boskim bólem nadgarstka. Tak pięknie bolało...
Chciałabym podziękować wszystkim moim przyjaciołom, którzy pomagali mi bezinteresownie jak tylko mogli ;* ;* ♥ ♥ ♥ Wielkie dzięki Kochani ! ♥ Bez Was bym nic nie osiągnęła ! ♥ ♥
sobota, 11 lutego 2012
Rozdział II "ON"
Matkoo, kto by pomyślał, że ja - Camille Vallinghtone, zwykła dziewczyna [ no może pomijając fakt że moi rodzice to słynni państwo Vallinghtone, czyli pani architekt i pan stylista z Włoch ] spotka kogoś tak nieziemsko boskiego jak on ! Co prawda nie mam pojęcia kim "ON" jest i jak się nazywa [ stąd "ON" ] ale jest w nim coś niezwykłego.
Wróćmy do poprzedniego wieczoru, a w zasadzie to nocy. Cóż, droga powrotna do dou od Alice ciut mi się przedłużyła. Spotkałam tego oto niesamowitego "JEGO" i chociaż budził we mnie strach i przerażenie to jednak .... Dobra, przyznam się- zakochałam się w tych jego boskich oczach ! Chociaż reszty twarzy nie widziałam, to tee oczy ... Mmmmrr ! No boskiee ! ... Ale wróćmy do rzeczywistości. Coż, pierwsze spotkanie nie było zbyt miłe. On siedział w krzakach i wydawałoby się, że... hmmmm... warczał ... taak, naprawdę warczał ! I to jak warczał ! I był okropnie zimny ! No bo nie mogę też pominąć faktu, że w końcu do mnie podszedł. Ale za chwilę poszedł :/ A ja poprostu stałam...
- Odejdź, bo Cię skrzywdzę ! - wycedził przez zęby - A tego chyba nie chcemy ?!
- Nnn... n... nie ... A... aa.. ale ja tylko .. - nie zdążyłam dokończyć bo mi przerwał.
- Dziewczyno, inne na twoim miejscu już dawno by uciekały piszcząc !
- Ale ja nie jestem jak inne .
- To może bądź ! Spadaj, błagam, nie chcę Cię zranić ... ! Uciekaj !
- Skoro nie chcesz mnie ranić, to ... to mnie nie rań, i tyle... to nie takie trudne ...
- Idź już !!!
... I już go nie było .. Dlaczego, do jasnej cholery, dlaczego, akurat wtedy nie podniosłam wzroku żeby mu się dokładnie przyjrzeć ?! Kretynka ze mnie :/
Wracałam do domu dość wolno, tak, jakby ktoś wyssał ze mnie resztki mojego marnego życia. I w końcu wróciłam. Weszłam do domu - kierunek - przedpokój, a potem schody i moja sypialnia. I tu niespodzianka . Zaczęłam wrzeszczeć jak opętana, bo coś dotknęło moich dłoni. Boże ! Wrzeszczałam około kilku minut aż w końcu usłyszałam cichutki głosik mojej kochanej siostrzyczki
- Wiesz co ? Ciocia śpi ! Nie krzycz tak, bo obudzisz aniołki ! - szepneła Stella
- Najmocniej przepraszam, czemu jeszcze nie śpisz, tylko stoisz tu i straszysz ?
- Ja... ja.... ja.... - i wtedy zaczęła płakać - ja nie chciałam cię wystraszyć, Cami, ale ja się bałam sama spać u mnie w pokoju, tam coś było w oknie ..
- Stell ! Kochanie, tylko ci się wydawało ... Chodź położysz się do mnie, ok ?
- Ok, dziękuję - i dostałam wdzięcznego, ciepłego całusa w policzek od mojej małej siostrzyczki.
Tej nocy szczerze mówiąc nie mogłam zamknąć oczu ani na chwilę. Serce waliło i jak dzwon, bałam się, nie wiem czego ale poprostu się bałam. Prawdopodobnie spowodowane było to spotkaniem z "NIM", tym piękny, nieznajomym, groźnym facetem. Leżałam w łóżku z małą i przypominałam sobie wszystko co działo się jeszcze tak niedawno, bo zaledwie kilka miesięcy temu... Dach, ja, spadająca ja, potem pogotowie, szpital i psycholog... Ślady na rękach, te okropne blizny, które są zarazem takie piękne... Coż począć, muszę się przyznać... Tnę się... To nie jest dobre rozwiązanie ale to robię... I jestem niedoszłą samobujczynią... Niestety niedoszłą... Chciałam się zabić, bo miałam wszystkiego dosyć... Brak rodziców, ich ciągłe nieobecności, choroba cioci Dorothy, kłopoty w szkole, Stella, kochana Stella, która tak bardzo cierpi, bo o niej rodzice też zapominają i na końcu Luck ... Tak, Luck, śliczny Luck, mój były, który ode mnie wolał tę blond zdzirę, która już zaliczyła chyba wszystkich z drużyny futbolowej, z " moim" Luckiem na czele ... :/ To wszystko spowodowało, że próbowałam sobie odebrać życie... I pewnie jeszcze nie raz spróbuję...
Wracając do choroby cioci Dorothy o której wcześniej wspomniałam- ciocia wygrała z rakiem, ledwo ale dała radę... Cieszę się, ona jest całym moim życiem, no, włącznie ze Stellą :* Teraz jest o niebo lepiej. Jest już zdrowa i szczęśliwa, a najlepsze jest to że ma tego swojego Petera, on z nią był cały czas, od początku aż do końca choroby ! Jest wspaniały ! I naprawdę miły i sympatyczny dla mnie i dla małej :) A my dla niego ;)
Rano, czyli około 6:00 wstałam. Wiem, wiem trochę wcześnie, przecież mam jeszcze pare dni wolnego ale coż, jak wcześniej wspomniałam nie mogłam zasnąć więc łatwiej było mi wstać. Poszłam w stronę kuchni zobaczyć czy Ronnie ma co jeść [ Ronnie to nasza mała słodka kotka, którą kupiłam Stelli na 5-te urodziny, jest cała biała z maleńską czarną łatką na nosku ;* ]. Weszłam do kuchni i ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam tam ciocię.
- Co robisz tak wcześnie w kuchni ? -zapytała mnie ciocia ze zdziwieniem
- Nie mogłam zasnąć, więc przyszłam zobaczyć, czy Ronnie ma co jeść, a ciocia czemu tak wcześnie wstała ? - odparłam
- Ja też nie mogłam spać, poza tym, w nocy obudził mnie straszny, kilkuminutowy wrzask. Nie wiesz kto to ? - zapytała szeroko się uśiechając
- Najmocniej przepraszam, Stella mnie wystraszyła.
- A gdzie byłaś do tak późna ?
- Odprowadzić Alice.. Przepraszam, nawet nie dałam znać.
- Już nic nie szkodzi. Idź proszę teraz do siebie i napisz do rodziców, że wróciłyśmy, bo wczoraj w nocy dzwonili z 10 razy... Na godzinę !
I wtedy obie wybuchnęłyśmy śmiechem ! Poszłam więc do pokoju, siadłam na łóżku, odpaliłam laptopa i napisałam w e-mailu : " Drodzy mamo i tato ! Do domu dotarłyśmy bezproblemowo, żyjemy, wszystko gra. Nie musieliście tyle dzwonić, pozdrowienia - Dorothy, Stella i ... Camille. "
Przepraszam, ale już kończę pisanie bo Stella się budzi i muszę przygotować jej śniadanie ;)
* Aha i chciałabym serdecznie podziękować mojej przyjaciółce Adzie za pomoc w wymyśleniu nazwiska dla tytułowej Camille V. ;* Bez Cb zginę Ada ;*;* polecam też jej bosskiego bloga ; http://the-friendship-important-thing-is.blogspot.com/ !
Wróćmy do poprzedniego wieczoru, a w zasadzie to nocy. Cóż, droga powrotna do dou od Alice ciut mi się przedłużyła. Spotkałam tego oto niesamowitego "JEGO" i chociaż budził we mnie strach i przerażenie to jednak .... Dobra, przyznam się- zakochałam się w tych jego boskich oczach ! Chociaż reszty twarzy nie widziałam, to tee oczy ... Mmmmrr ! No boskiee ! ... Ale wróćmy do rzeczywistości. Coż, pierwsze spotkanie nie było zbyt miłe. On siedział w krzakach i wydawałoby się, że... hmmmm... warczał ... taak, naprawdę warczał ! I to jak warczał ! I był okropnie zimny ! No bo nie mogę też pominąć faktu, że w końcu do mnie podszedł. Ale za chwilę poszedł :/ A ja poprostu stałam...
- Odejdź, bo Cię skrzywdzę ! - wycedził przez zęby - A tego chyba nie chcemy ?!
- Nnn... n... nie ... A... aa.. ale ja tylko .. - nie zdążyłam dokończyć bo mi przerwał.
- Dziewczyno, inne na twoim miejscu już dawno by uciekały piszcząc !
- Ale ja nie jestem jak inne .
- To może bądź ! Spadaj, błagam, nie chcę Cię zranić ... ! Uciekaj !
- Skoro nie chcesz mnie ranić, to ... to mnie nie rań, i tyle... to nie takie trudne ...
- Idź już !!!
... I już go nie było .. Dlaczego, do jasnej cholery, dlaczego, akurat wtedy nie podniosłam wzroku żeby mu się dokładnie przyjrzeć ?! Kretynka ze mnie :/
Wracałam do domu dość wolno, tak, jakby ktoś wyssał ze mnie resztki mojego marnego życia. I w końcu wróciłam. Weszłam do domu - kierunek - przedpokój, a potem schody i moja sypialnia. I tu niespodzianka . Zaczęłam wrzeszczeć jak opętana, bo coś dotknęło moich dłoni. Boże ! Wrzeszczałam około kilku minut aż w końcu usłyszałam cichutki głosik mojej kochanej siostrzyczki
- Wiesz co ? Ciocia śpi ! Nie krzycz tak, bo obudzisz aniołki ! - szepneła Stella
- Najmocniej przepraszam, czemu jeszcze nie śpisz, tylko stoisz tu i straszysz ?
- Ja... ja.... ja.... - i wtedy zaczęła płakać - ja nie chciałam cię wystraszyć, Cami, ale ja się bałam sama spać u mnie w pokoju, tam coś było w oknie ..
- Stell ! Kochanie, tylko ci się wydawało ... Chodź położysz się do mnie, ok ?
- Ok, dziękuję - i dostałam wdzięcznego, ciepłego całusa w policzek od mojej małej siostrzyczki.
Tej nocy szczerze mówiąc nie mogłam zamknąć oczu ani na chwilę. Serce waliło i jak dzwon, bałam się, nie wiem czego ale poprostu się bałam. Prawdopodobnie spowodowane było to spotkaniem z "NIM", tym piękny, nieznajomym, groźnym facetem. Leżałam w łóżku z małą i przypominałam sobie wszystko co działo się jeszcze tak niedawno, bo zaledwie kilka miesięcy temu... Dach, ja, spadająca ja, potem pogotowie, szpital i psycholog... Ślady na rękach, te okropne blizny, które są zarazem takie piękne... Coż począć, muszę się przyznać... Tnę się... To nie jest dobre rozwiązanie ale to robię... I jestem niedoszłą samobujczynią... Niestety niedoszłą... Chciałam się zabić, bo miałam wszystkiego dosyć... Brak rodziców, ich ciągłe nieobecności, choroba cioci Dorothy, kłopoty w szkole, Stella, kochana Stella, która tak bardzo cierpi, bo o niej rodzice też zapominają i na końcu Luck ... Tak, Luck, śliczny Luck, mój były, który ode mnie wolał tę blond zdzirę, która już zaliczyła chyba wszystkich z drużyny futbolowej, z " moim" Luckiem na czele ... :/ To wszystko spowodowało, że próbowałam sobie odebrać życie... I pewnie jeszcze nie raz spróbuję...
Wracając do choroby cioci Dorothy o której wcześniej wspomniałam- ciocia wygrała z rakiem, ledwo ale dała radę... Cieszę się, ona jest całym moim życiem, no, włącznie ze Stellą :* Teraz jest o niebo lepiej. Jest już zdrowa i szczęśliwa, a najlepsze jest to że ma tego swojego Petera, on z nią był cały czas, od początku aż do końca choroby ! Jest wspaniały ! I naprawdę miły i sympatyczny dla mnie i dla małej :) A my dla niego ;)
Rano, czyli około 6:00 wstałam. Wiem, wiem trochę wcześnie, przecież mam jeszcze pare dni wolnego ale coż, jak wcześniej wspomniałam nie mogłam zasnąć więc łatwiej było mi wstać. Poszłam w stronę kuchni zobaczyć czy Ronnie ma co jeść [ Ronnie to nasza mała słodka kotka, którą kupiłam Stelli na 5-te urodziny, jest cała biała z maleńską czarną łatką na nosku ;* ]. Weszłam do kuchni i ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam tam ciocię.
- Co robisz tak wcześnie w kuchni ? -zapytała mnie ciocia ze zdziwieniem
- Nie mogłam zasnąć, więc przyszłam zobaczyć, czy Ronnie ma co jeść, a ciocia czemu tak wcześnie wstała ? - odparłam
- Ja też nie mogłam spać, poza tym, w nocy obudził mnie straszny, kilkuminutowy wrzask. Nie wiesz kto to ? - zapytała szeroko się uśiechając
- Najmocniej przepraszam, Stella mnie wystraszyła.
- A gdzie byłaś do tak późna ?
- Odprowadzić Alice.. Przepraszam, nawet nie dałam znać.
- Już nic nie szkodzi. Idź proszę teraz do siebie i napisz do rodziców, że wróciłyśmy, bo wczoraj w nocy dzwonili z 10 razy... Na godzinę !
I wtedy obie wybuchnęłyśmy śmiechem ! Poszłam więc do pokoju, siadłam na łóżku, odpaliłam laptopa i napisałam w e-mailu : " Drodzy mamo i tato ! Do domu dotarłyśmy bezproblemowo, żyjemy, wszystko gra. Nie musieliście tyle dzwonić, pozdrowienia - Dorothy, Stella i ... Camille. "
Przepraszam, ale już kończę pisanie bo Stella się budzi i muszę przygotować jej śniadanie ;)
* Aha i chciałabym serdecznie podziękować mojej przyjaciółce Adzie za pomoc w wymyśleniu nazwiska dla tytułowej Camille V. ;* Bez Cb zginę Ada ;*;* polecam też jej bosskiego bloga ; http://the-friendship-important-thing-is.blogspot.com/ !
piątek, 27 stycznia 2012
ROZDZIAŁ I " Północ "
Hmm... Nie było łatwo pozbyć się Alice. Siedziała u mnie aż do dwunastej w nocy. Wiem, wiem, dawno mnie nie widziała, w końcu we Włoszech byłam ponad miesiąc! Ale byłam niezmiernie zmęczona i po prostu moim jedynym marzeniem było teraz położyć się spać i tyle. Mieć wszystko gdzieś, ot tak, po prostu. Ale musiałam odprowadzić Alice. Ona strasznie się boi ciemności. Na szczęście nasze domy dzieliły tylko dwie ulice i mała ścieżka leśna. No więc narzuciłam mój nowy sweterek, który dostałam we Włoszech od rodziców i wyszłyśmy z domu. Praktycznie przez całą drogę Alice nie zamykała buzi. Opowiadała tylko o tym swoim Tony'm ! Jejku, jaki on piękny, cudowny i w ogóle boski ! Masakra, już myślałam, że się nie zamknie, kiedy w końcu nadszedł moment chwały ! Ucichła, ale nie dlatego, że skończyły jej się tematy. Szczerze mówiąc to w tym momencie wolałabym, żeby gadała bez końca. Bo umilkła właśnie wtedy kiedy dochodziłyśmy do tej leśnej ścieżki. Pełno tam drzew i krzaków, w których niestety coś się poruszyło. Alice wpadła w panikę.
- Boże, Boże ! Camille ! A jak to jakiś morderca ?! Albo jakiś psychopatyczny wampir ?! Co będzie jak zaatakuje którąś z nas a druga nie będzie umiała pomóc ?! A jeżeli wyssie z nas krew ?! Co my wtedy zrobimy ?! - wrzeszczała Alice.
- Jejku, Al ! Nie panikuj, ok ? Przecież to może tylko jakiś mały, niczemu niewinny zwierzak ? O tym nie pomyślałaś ? Hmmm ? A poza tym to wampiry nie istnieją i sądzę, że nawet jeśli już "COŚ" wyssie z nas krew to nic nie zrobimy ! - odparłam.
- No wiesz, Cam ! To nie jest śmieszne ! Ja się naprawdę boję ! Tam coś jest ! Poważnie, grozi nam niebezpieczeństwo !
- Przede wszystkim Alice, to mi grozi niebezpieczeństwo, bo to ty panikujesz i drzesz się wniebogłosy jakby to miało nam w czymś pomóc ! I w ogóle to twój dom stoi ok 20 metrów od nas, więc odprowadzę Cię do niego. Tam weźmiesz ciepłą kąpiel, wypijesz ciepłe kakao w rodzinnym gronie i położysz się spać, tak ?
- Jejku, Cam ! Dzięki ...
- Hmm... Za co ?
- Odprowadziłaś mnie aż pod dom, chociaż Cię o to nie prosiłam... Zaraz powiem tacie, on Cię zawiezie do domu, będę przynajmniej spokojnie spać.
- Haha ! Wracam do domu sama. Taki spacerek dobrze mi zrobi ! :)
- Cam ... Proszę ...
- Niee, kochana muszę już spadać. Ciocia pewnie się martwi a Stella pewnie jeszcze nie śpi i czeka aż wrócę. Daj spokój, ok ?
- Cam...
- Alice Emmo Johnson ! Ile Ci trzeba tłumaczyć, że wracam do domu na piechotę ?
- ... A jeżeli coś Ci się stanie ?
- Jeżeli ciągle będziesz gadała, że coś mi się stanie, to na pewno tak będzie, a więc się zamknij i daj mi sobie iść !
- Ok, ok ! Trzymaj się. Papa ! Zadzwonię czy wróciłaś. Tak ?
-Tak, tak. Trzymaj się ! Papa ! Dobrej ! :*
- Dobrej, dobrej !
No... W końcu weszła do domu. Postanowiłam iść tą dłuższą drogą. Ale i tak musiałam przejść tą leśną drogą. Niestety, to "COŚ" jeszcze tam było. Cholera jasna ! Teraz już naprawdę przejrzałam na oczy. A jeżeli to rzeczywiście morderca... ? Albo wampir ? ...
- Boże, Boże ! Camille ! A jak to jakiś morderca ?! Albo jakiś psychopatyczny wampir ?! Co będzie jak zaatakuje którąś z nas a druga nie będzie umiała pomóc ?! A jeżeli wyssie z nas krew ?! Co my wtedy zrobimy ?! - wrzeszczała Alice.
- Jejku, Al ! Nie panikuj, ok ? Przecież to może tylko jakiś mały, niczemu niewinny zwierzak ? O tym nie pomyślałaś ? Hmmm ? A poza tym to wampiry nie istnieją i sądzę, że nawet jeśli już "COŚ" wyssie z nas krew to nic nie zrobimy ! - odparłam.
- No wiesz, Cam ! To nie jest śmieszne ! Ja się naprawdę boję ! Tam coś jest ! Poważnie, grozi nam niebezpieczeństwo !
- Przede wszystkim Alice, to mi grozi niebezpieczeństwo, bo to ty panikujesz i drzesz się wniebogłosy jakby to miało nam w czymś pomóc ! I w ogóle to twój dom stoi ok 20 metrów od nas, więc odprowadzę Cię do niego. Tam weźmiesz ciepłą kąpiel, wypijesz ciepłe kakao w rodzinnym gronie i położysz się spać, tak ?
- Jejku, Cam ! Dzięki ...
- Hmm... Za co ?
- Odprowadziłaś mnie aż pod dom, chociaż Cię o to nie prosiłam... Zaraz powiem tacie, on Cię zawiezie do domu, będę przynajmniej spokojnie spać.
- Haha ! Wracam do domu sama. Taki spacerek dobrze mi zrobi ! :)
- Cam ... Proszę ...
- Niee, kochana muszę już spadać. Ciocia pewnie się martwi a Stella pewnie jeszcze nie śpi i czeka aż wrócę. Daj spokój, ok ?
- Cam...
- Alice Emmo Johnson ! Ile Ci trzeba tłumaczyć, że wracam do domu na piechotę ?
- ... A jeżeli coś Ci się stanie ?
- Jeżeli ciągle będziesz gadała, że coś mi się stanie, to na pewno tak będzie, a więc się zamknij i daj mi sobie iść !
- Ok, ok ! Trzymaj się. Papa ! Zadzwonię czy wróciłaś. Tak ?
-Tak, tak. Trzymaj się ! Papa ! Dobrej ! :*
- Dobrej, dobrej !
No... W końcu weszła do domu. Postanowiłam iść tą dłuższą drogą. Ale i tak musiałam przejść tą leśną drogą. Niestety, to "COŚ" jeszcze tam było. Cholera jasna ! Teraz już naprawdę przejrzałam na oczy. A jeżeli to rzeczywiście morderca... ? Albo wampir ? ...
czwartek, 26 stycznia 2012
Prolog ;)
Wróciłam. W końcu jestem w domu. W Netleswille. Moje miasto, mój dom, moi przyjaciele ! Jejku, jak ja dawno nie widziałam Alice ! Właśnie, miałam jej wysłać sms-a. Umówiłyśmy się, że jak tylko wrócę z Włoch to jej dam znać. Zaraz, muszę się szybko przebrać, umyć i rozpakować. Zajmie mi to ok, godziny.
- Cami, Cami ! Cami ! Alice przyszła ! -powiedziała Stella
- Naprawdę ? Już idę kochanie.
Zeszłam na dół. Oczywiście, ciekawska Stellka poszła za mną. Cóż, no muszę przyznać, ona też dawno nie widziała Alice. Otworzyłam drzwi ...
- Camille ! Boże ! Kochana ! Jak dawno cię nie widziałam ! - Alice wręcz rzuciła mi się na szyję - Jak tam było we Włoszech ? Podobało ci się ? Kogoś poznałaś ? Opowiadaj !!!
- Hej, hej, hej, Alice ! Spokojnie ! Jestem w domu dopiero od dwóch godzin ! Jeszcze nawet nie zdążyłam się połapać ! :)
- Ok, ok. Ale chcę wiedzieć wszystko z najdrobniejszymi szczegółami.
- Spokojnie. Dowiesz się w swoim czasie. A teraz chodźmy do mnie. ...
- Cami, Cami ! Cami ! Alice przyszła ! -powiedziała Stella
- Naprawdę ? Już idę kochanie.
Zeszłam na dół. Oczywiście, ciekawska Stellka poszła za mną. Cóż, no muszę przyznać, ona też dawno nie widziała Alice. Otworzyłam drzwi ...
- Camille ! Boże ! Kochana ! Jak dawno cię nie widziałam ! - Alice wręcz rzuciła mi się na szyję - Jak tam było we Włoszech ? Podobało ci się ? Kogoś poznałaś ? Opowiadaj !!!
- Hej, hej, hej, Alice ! Spokojnie ! Jestem w domu dopiero od dwóch godzin ! Jeszcze nawet nie zdążyłam się połapać ! :)
- Ok, ok. Ale chcę wiedzieć wszystko z najdrobniejszymi szczegółami.
- Spokojnie. Dowiesz się w swoim czasie. A teraz chodźmy do mnie. ...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
