sobota, 12 maja 2012

Rozdział VIII - "Pocałunek"

Myślałam, że uda mi się wślizgnąć do domu niepostrzeżenie. Nie udało się .. Ciocia Dorothy akurat była w kuchni i ... hmm, chyba brała jakieś tabletki. Dziwne . Coś było z nią ostatnio nie tak. Cała ta wizja zapowiadanego przez nią, dzisiejszego "ciężkiego dnia" mnie przerażała. Boże ?! O co jej do cholery chodzi ?
- Yym ! - odchrząknęła - gdzie byłaś Camille ?
- Ja ? - zapytałam głupio .
- A widzisz tu inną Camillę ?
- Nnno, w zasadzie to nie, ale ...
- Gdzie ty się podziewałaś Camille ?
- Ciociu ! Wszystko Ci wyjaśnię !
- Mam nadzieję ! No, zaczynaj.
- Spotkałam się z Alice. To było coś ważnego.
- Camille, akurat teraz ? W nocy ? - była spokojniejsza . - Nie wiesz, co się teraz dzieje ?
- Co?
- W Frankensfork zabito kilka osób, przechadzały się ulicą w nocy ! Chcesz, żebym dostała zawału?
- Nie, nie wiedziałam. To już się nie powtórzy. Obiecuję.
- Mam nadzieję, a teraz idź już spać.
- Dobranoc ciociu.
- Dobranoc Camii. - ucałowała mnie w policzek, tak jak za dawnych czasów.
Szybko pobiegłam do swojego pokoju myśląc, że jest tam Stella. A tu kolejna niespodzianka. Stelli nie było. Położyłam się do łóżka i nie wiem kiedy zasnęłam.
Obudziłam się ok 10. Szybko się ogarnęłam i siadłam na kompa. Sprawdziłam fejsa. Kilka nowych powiadomień. Dwie wiadomości, jakieś łańcuszki od dzieciaków z Netleswille, typu "jak nie prześlesz tego 10 odobą to dzisiaj w nocy zginiesz !" . Haaha. Masakra ;) Chwilę jeszcze posiedziałam na kompie i poszłam zjeść jakieś śniadanie. Zeszłam na dół i zobaczyłam, że na kanapie siedzą już Stella, Peter i ciocia Dorothy. Uświadomiłam sobie, że na mnie czekają. Uchuuu... Będzie gorąco ..
- Camille, musimy porozmawiać. - wypaliła ciocia
- Ale nie możemy po śniadaniuu ? - zapytałam głodna
- To dosyć ważne - wtrącił się Peter.
- I dosyć szokujące - wychyliła się niezadowolona Stella
- Jassne, jasne. Już idę !
Usiadłam na fotelu, który stoi tuż obok sofy.
- Zacznę od tego, że ... - zawahała się ciocia
- Hmmm ? Od czego ? - zapytałam
- Od tego, że ... Że... Że ja i Peter jesteśmy w ciąży. Znaczy nie ! Peter . Nie, nie, ja! Ja jestem w ciąży !
- Tjaa. Zrozumiałam. - powiedziałam nie myśląc o tym co usłyszałam.- COO ?! - dopiero teraz ogarnęłam o co chodzi.
- Wiesz, właśnie bałam się twojej reakcji. - dodała smutno ciocia.
- Nie, nie chodzi o to. Cieszę się, ale to był po prostu szkok, rozumiesz ?
- Camille, naprawdę się cieszysz ? - zapytała uradowana ciocia Dorothy.
- Taak ! - nieee! Matko, bachor w domu ?! Święty Chryste ! Ale poudaję, nie będe ich martwić. - Mogę już pójść po śniadanie ?
- Nie ! Znaczy nie, jeszcze coś Ci powiem.
- Że niby ciąża bliźniacza ?!
- Nie, Camille ! No co ty ! - uśmiechnęła się - Lepiej !
- TROJACZKI ?!
- Nie, nie, nie ! Chodzi o to, że za miesiąc wychodzę za Petera. Pomożesz mi dzisiaj wybrać sukienkę ?
- C...co ? Za miesiąc? Nie za szybko ?!
- Nie warto czekać, dziecko w drodze.
- Aaa.. Czyli to miałaś na myśli mówiąc wczoraj "ciężki dzień" ?
- Taaak ! Wybierzemy sukienkę, welon, buty, kwiaty, ozdoby ...
- Ciociu ! To jeszcze miesiąc, później kupimy kwiaty !
- Ale mi pomożesz ?
- Taak.
Szybko wyrwałam się z salonu i pobiegłam do łazienki. Popłakałam się, bo dopiero sobie uświadomiłam, jak to dziecko będzie miało zrąbane życie. Co będzie jak się narodzi ? Lukas teraz dręczy Stellę a co potem ?! A jak uczepi się dziecka? Tylko nie to. Szybko się ogarnęłam, pomalowałam i uczesałam. Spojrzałam na telefon. Dostałam smsa. Od... od Lucka. "Spotkajmy się, proszę Camille, musimy pogadać. Luck" Jasne. Tylko kiedy ?! Napisałam, że nie wiem czy dam radę. Zadzwoniłam do Alice.
- Hejka Al. Jesteś mi potrzebna.
- Hej, płakałaś ?
- Co ? No może trochę. Skąd wiesz ?
- Słyszę. Co jest ?
- Wszystko wyjaśnię na zakupach.
- Za .. Za .. ZAKUPYY ?! Jeest ! Czyli jednak jedziemy na zakupy ? - Alice i jej mania zakupów. ! Masakra !
- Taak, ale nie tylko po twoje żeczy. Ciocia Dorothy wychodzi za mąż ! '
- Oooo. Matko ! Czyli, że wybieramy suknię, welon, kwiaty, buty i ozdoooby ?
- Tjaa, coś w tym stylu . Wpadnij za godzinkę. Trzym się . Papa
- Nom, buźka, pa
Wyszłam z łazienki. Poszłam prosto do kuchni, zrobiłam sobie kanapki na śniadanie, z moim ulubionym serem . Szybko zjadłam i wyszłam na chwilę na dwór. Ku mojemu <ogromnemu> zdziwieniu ujrzałam Lucka.
- Camille ! Jak dobrze, że Cię widzę ! - podbiegł i mnie pocałował.
- Taa, hej Lukas. Wiesz, że to, że się zeszliśmy, nie znaczy, że możesz sobie od razu pozwalać na nie wiadomo co ?
- Sorki, stęskniłem się. Czemu się tak od razu zgodziłaś ?
- Nie wiem, chciałam spróbować jeszcze raz i tyle. - kłamałam, kłamałam i źle się z tym czułam, wykorzystywałam go.
- Fajnie, przepraszam za tamto.
- Za co ?
- No wiesz... Za Cindy.
- Aaa, za to, że zostawiłeś mnie dla szkolnej dziwki, mojego największego wroga ? Przeleciałeś ją już ? Pokazała Ci jaka naprawdę jest ? Wyruchałeś już ją ? - wściekłam się. Po co o niej mówił. Nie mogłam się powstrzymać.
- Ca ...Cam ...  Wiesz, m...może już pójdę.
- Nie ! Przepraszam ! Ja ... Ja naprawdę przepraszam, naprawdę nie chciałam tego powiedzieć. Nie chodziło mi o to.
- To o co ?
- Wiesz Luck, ona jest ... Hmm. Bo ona, uważam że ona się puszcza. Nawet sama się chwali, że to przeleciał ją Anthony, to jej koleś od korepetycji, to jej były chłopak, to ktoś tam i ktoś tam. Nie chodziło mi o to, że ty, ale czy ... No wiesz, i Ciebie już tak załatwiła.
- Nie. Kochałem Cię a jej bardzo na "tym" zależało. Wiesz  czym mówię ?
- Wieem.
- No więc zerwałem z nią, bo stwierdziłem, że nasz związek jest tylko po to, żebym mógł z nią uprawiać seks i tyle.
- Tak, rozumiem .Wybacz.
- Nie ma sprawy. - uśniechnął się
- Głupio mi po tym co powiedziałam. - nie wiem czemu, ale teraz to ja go pocałowałam. Mocno i namiętnie. Wtuliłam się w niego i ... po kilku minutach odskoczyłam .
- Co jest ? Parzę ? - uśmiechnął się ?
- Nie, przepraszam . Nie powinnam tego robić, schrzaniłam Cię wcześniej, że ty to zrobiłeś, a teraz ja robię to samo.
- Nie przeszkadza mi to .- Pocałował mnie. Trwaliśmy tak dłuższą chwilę, aż usłyszałam słynny głosik Stelli.
- Przepraszam bardzo. Nie przy dzieciach. - powiedziała z uśmiechem
Spojrzeliśmy oboje z Luck'iem na nią i oboję równocześnie wybuchnęliśmy śmiechem.
- Camille, nie chciałam Wam przeszkadzać, ale ciocia Dorothy prosiła, żebyś przyszła do niej, bo bierze jakieś rzeczy na te zakupy.
- Jasne. Zaraz pójdę.
- Tylko szybko.
Staliśmy chwilę z Luck'iem i patrzeliśmy. Czekaliśmy, aż drzwi się zamkną. I znowu się pocałowaliśmy. ....
Ciocia czekała na mnie w salonie.
- Wszystko gotowe? - zapytałam.
- Tak.
- Karty kredytowe, gotówka, papiery, katalogi, portfel, komórka i dokumenty? - wymieniałam po kolei.
- Jest,  jest,  jest, jest,  jest i jest ! Gotowa.
 - No to możemy jechać, nie ?
Wychodziłyśmy właśnie z domu kiedy przyszła Alice.
- Widzę, że jestem na czas ? - zapytała z szerokim uśmiechem
- Tak ! Wsiadajcie do auta dziewczyny. - powiedziała ciocia.
Wsiadłyśmy. I pojechałyśmy na zakupy. Na te okropne zakupy. ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz