Wsiadłam do auta pośpiesznie, bałam się Lukasa. Z resztą, kto by się nie bał ? On jest potworny. No, może nie z wyglądu, ale z charakteru ?
- Co ? Dlaczego nie chciałaś wsiąść ? Czyży Cię strach obleciał ? - uśmiechnął się wrednie.
- Nie ! Akurat ciebie się nie boję, wiesz ?! Nie obchodzisz mnie zbytnio...
- A twoja mała siostrzyczka Stella ?
- Czego ty do jasnej cholery od niej chcesz ?! Ona nic Ci nie zrobiła ! Ja z resztą też nie ! O co Ci chodzi ? Ona jest jeszcze mała ! Czemu mnie nienawidzisz ? - popłakałam się. Nie mogłam dłużej udawać. Bałam się. Cholernie się go bałam. Chociaż nie, bałam się o Stellę. Tak, właśnie o nią. O jej życie.
- Nie nienawidzę Cię, czemu tak myślisz ? Ja ... raczej ... raczej ... hmm. no... cóż, ty mi się podobasz, ale ty mnie za bardzo nie lubisz, nie wierzysz we mnie. Poprostu... Chciałbym, żebyś mnie też pokochała ! - kpił sobie ze mnie, czy co ?!
- Że niby co? Niby takie COŚ jak ty ma uczucia i umie kochać ? Że niby ty coś do mnie czujesz ? Proszę Cię... - mówiłam przez łzy, było mi przykro i źle - Błagam, oszczędź mi słuchania tych głupot ! Gdybyś mnie kochał, to ...
- To co ? Powiedz, proszę.
- To byś mnie nie krzywdził. Nie szantażował. Nie robił czegoś takiego ...
- Ale o co Ci chodzi - śmiał się.
- TY ! Ty mnie krzywdzisz, zastraszasz, szantażujesz, że Stella pożałuje, że ją skrzywdzisz. Nie możemy tego załatwić między sobą ?
- Okay. Bądź ze mną. Pokochaj mnie. - to było nieszczere i chamskie .
- Nie. Nie mogę. - akurat wtedy zaczął mi dzwonić telefon.
- Odbierz . Poczekam. - powiedział zły.
To była Alice.
- Hej Cam ! Śpisz już pewnie ? Przepraszam...
- Nie Al, nie śpię. Nie masz za co przepraszać. Co jest ?
- Spotkamy się ? Ale teraz.
- TERAZ ?! Alice ? Oszalałaś ?
- Nie, proszę cię to dla mnie ważne.
- Alice oddzwonię za 10 min. Okay ?
- No dobra. Pa.
- Pa.
Lukas patrzył na mnie prześmiewczo. Boże, jak ja go nie znoszę. !
- Camille, Camille, Camille. Czy ty się nigdy nie nauczysz, że nie umawia się z innymi dopóki nie skończy się pierwszego spotkania ?! - zapytał śmiejąc się głupio.
- Lukas, proszę Cię. To moja przyjaciółka. Odpuść !
- No dobra. To teraz się tłumacz. Dlaczego nie możesz ?
- Czego nie mogę ?
- Nie możesz ze mną być ?
- Bo... bo... bo ja jestem zajęta ... - Jezusie słodki ! Co ja gadałam ?!
- Słucham ?!
- Jestem zajęta .
- Wiesz co Camille, jeszcze będziesz moja. Spierdalaj !
Wyszłam z auta, które niemal natychmiast odjechało i baardzo szybko zniknęło mi z oczu. Idiota, kiedyś się przez to coś komuś stanie. Zadzwoniłam szybko do Alice.
- No i co ? Dasz radę ? - od razu zapytała Alice.
- Jasne, chodź, jestem w parku, obok twojego domu. Ale proszę Cię szybko !
- Już wychodzę.
Chwilę potem Alice była już obok mnie. Nie wyglądała jakby się czymś martwiła, raczej jakby miała mi przekazać dobrą nowinę.
- Co jest ? - zapytałam od razu .
- Jak ty tu tak szybko doszłaś ?
- Pytałam o co chodzi ?
- Wiesz, zbliża się rozpoczęcie roku, trzeba się wybrać na zakupy.
- Jasna cholera ?! Tylko to?
- Nie, musimy pogadać o Lucku. Zerwał z Cindy. Pytał o ciebie.
- S...Słucham ?
- Pytał, czy jeszcze ma u ciebie jakieś szanse. Czy do niego wrócisz. Camille, on od 10 godzin regularnie co 15 min do mnie dzwoni. Jest załamany, chyba Cię jeszcze kocha...
- Tak, Alice! Taak ! Powiedz mu ! Tak, jak najbardziej taak ! - Luck będzie moim wybawicielem ! To z nim będe, Lukas uwierzy i może nas zostawi. Zranię Lukc'a ale ... Ale on też mnie zranił. On mnie zranił ...
- Camille ? Wszystko dobrze ?
- Tak, dzwoń do niego. Dzisiaj u mnie przenocujesz, ok? Musimy pogadać Alice. Dobranoc.
Pobiegłam szybko w stronę ulicy. Chciałam do domu, do łóżka, do Stelli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz