Cały dzień byłam zajęta. To zajmowałam się Stellą, to pomagałam cioci przygotowywać przyjęcie ( zjechała się calutka rodzina Petera ), potem jeszcze pomagałam Alice wybrać sukienkę na bal. Oczywiście, myślicie pewnie co męczącego jest wybieraniu sukienki na bal ? Hmmm... A no to, że to sukienka dla Alice. Łaziłyśmy po wieeelu sklepach, wybierałyśmy spośród wielu sukienek, aż w końcu ...
- Którą wybrać ? Tę turkusową w w czarne drobne kropki, turkusową w kwiatki czy może po prostu turkusową ? - zapytała Al
- Wiesz, że nie kręci mnie wybór twojej sukienki, prawda ? Ale jak dla mnie wzięłabym tę czarną w kwiaty.
- Nie, nie, nie ! Camille ! Muszę wyróżniać się z tłumu !
- Alice ! Cholera jasna, i tak się wyróżniasz z tłumu ! Weź może tę turkusową.
- Ale we wzory czy jak ?
- Alice ... Tę bez wzorów !
- Ok.
Nastał ten moment, myślałam, że to już koniec wybierania, weszła do przebieralni. Po wyjściu usłyszałam jednak :
- Camille, miałaś rację, czarna jednak będzie najlepsza. Biorę tamtą !
Ahh, zakupy z Alice ! ;D W końcu wybrała tę jedną, jedyną sukienkę, Zdecydowała się na tę czarną. Wróciłam do domu padnięta, w końcu nie spałam poprzedniej nocy prawie wcale.
Po powrocie do domu zastałam całą rodzinkę Petera. Byli tu wszyscy ! A mi marzyło się tylko położyć się spać. Po chwilowej "krótkiej" pogawędce z siostrzenicą Petera postanowiłam iść do siebie. Tak też zrobiłam. Miałam nadzieję, że to już koniec wrażeń na dziś. Ale niee ! Nagle zadzwonił telefon. Odebrałam. Ojciec.
- Camille ? Jesteś ? - powiedział.
- Tak, przecież gdyby mnie nie było dalej słyszał byś sygnał połączenia, no nie ?
- Aah, nie pomyślałem. Mam złe wieści, mama wylądowała w szpitalu, zasłabła, coś z nią ostatnio nie tak. Cały czas źle się czuję, słabnie, wymiotuje. To może jakiś wirus !
- Tatoo. Cholera jasna, pomyśl trochę ! Może ona jest w ciąży ?
- Nawet tak nie mów Camille ! Zabraniam Ci tak mówić !
- Tato, nie denerwuj się, będzie dobrze, poleży w szpitalu i ją wyleczą ! Z tą ciążą tylko żartowałam.
- To dobrze, nie wiem jak dałbym radę wychować 3 dziecko...
- No nie. Nie powiesz mi chyba, że TY i mama wychowaliście mnie i Stelle ?
- A kto ?
- No, może ciocia Dorothy ! ? Wy macie nas gdzieś ! Liczy się tylko praca i praca ! Nie było was w domu od 3 lat !
- W domu jesteśmy codziennie !
- Nie udawaj głupka tato. Nie było was w Netleswille od 3 lat ! Od kiedy Stella skończyła 4 latka !
- Cam, interesujemy się wami, my poprostu nie możemy tak często przyjeżdżać do Netleswille !
- Nie, nie interesujecie się nami. Nawet nie pamiętacie o naszych urodzinach, o świętach. Skoro się nami interesujecie to dlaczego nie przyjechaliście nawet do domu wtedy, gdy skoczyłam z dachu ? Gdy chciałam się zabić !? Przez telefon powiedziałeś mi wtedy tylko tyle " Córko, nie rób tego więcej, bo zrobisz sobie krzywdę, co wtedy ? "
- A co miałem zrobić ?
- Przyjechać ! ... Zamartwić się ...
Rozłączyłam się. Wybuchnęłam płaczem. Nie dałam rady. Miałam poprostu dosyć. Ojciec znowu dzwonił. Wyłączyłam telefon. Nie wytrzymałam i ... pocięłam się... Ale coś było nie tak, nie słyszałam już takiego hałasu w koło mnie, przestałam myśleć, bolało ale inaczej niż zwykle. Nic więcej nie pamiętam.
- Matko, to ona już tak nie pierwszy raz, tak pani Dorothy ? - usłyszałam jakiś inny głos, nie znałam go.
- Nie, Boże. Znowu. Kolejny raz. - to chyba była ciocia Dorothy.
- Przykro mi, pójdę po lekarstwa, dobrze ?
- Dobrze. Aha i jak długo będzie leżała w szpitalu ? - usłyszałam. W szpitalu ? Jejkuś ! Udało mi się !
- Wydaje mi się, że jeszcze kilka dni, to był poważny krwotok. Ma strasznie uszkodzoną rękę.
Usłyszałam jak ciocia płacze. Próbowałam otworzyć oczy, nie mogłam. Coś było nie tak. Powoli, powolutku otwierałam oczy. Udało się. Lampy strasznie raziły mnie w oczy. Zobaczyłam ciocię Dorothy. Nie wiedziałam co powiedzieć...
- Camille ! Jejku ! Obudziłaś się... Kochana. Dlaczego ?
Nie umiałam jej tego wyjaśnić. Milczałam. Płakałyśmy razem.
Po chwili do sali wbiegła Stella. Chyba wcześniej płakała, miała podkrążone oczy. Była smutna.
- Odblokowałam telefon Camille. - powiedziała oschle.
- Jak to zrobiłaś ? Był kod PIN. - odparła ciocia.
- Znam jej PIN.
Uśmiechnęła się do mnie skromnie i zrobiła to na co tylko czekałam - przytuliła mnie.
- Kocham Cię Cami. - powiedziała mi Stella
- Ja ciebie też Stelluniu ! - powiedziałam jej najszczerzej, tak prosto z serca.
Potem rozmawiałam jeszcze z ciocią, Peterem, Stellą i psychologiem. Nie dałam jednak rady długo wytrzymać. Zasnęłam, z tym boskim bólem nadgarstka. Tak pięknie bolało...
Chciałabym podziękować wszystkim moim przyjaciołom, którzy pomagali mi bezinteresownie jak tylko mogli ;* ;* ♥ ♥ ♥ Wielkie dzięki Kochani ! ♥ Bez Was bym nic nie osiągnęła ! ♥ ♥
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz