W szpitalu poleżałam jeszcze 4 dni . Boże, co za okropne 4 dni ! Cały czas mnie pilnowali, psycholożka siedziała przy mnie non stop i wypytywała o przedziwne rzeczy. Nasza ostatnia, dość długa rozmowa brzmiała mniej więcej tak :
- A pani znowu tu . - powiedziałam oschle. Miałam już dość siedzenia z panią Stacy Logrover, psycholog szpitalnym.
- Camille wiem, że masz dosyć, ale ja muszę się dowiedzieć co z tobą nie tak ! Zrozum mnie ! Proszę - odparła pani psycholog.
- Mam już dosyć, no owszem. A pani ciągle pyta o to samo .
- Muszę o to pytać. No to powiesz mi coś w końcu ? Hmm ? Wiesz, że chcę dobrze .
- Tak. No to co chce pani wiedzieć ?
- Wszystko. Wszystkie powody dla których się cięłaś.
- Wszystkie ? No ok. Zaczynam. Więc tak. Zacznę od rodziców. Od wielu lat nie było ich w domu. Mieszkają we Włoszech i za bardzo nie interesują się tym co się z nami dzieje. Z nami czyli ze mną i ze Stellą, jak się pani domyśla. Dalej, zerwał ze mną chłopak. Kochałam, nawet teraz dalej go kocham. Kocham Luck'a. On ponoć też mnie kochał, ale wybrał inną, w dodatku mojego największego wroga. Co jeszcze ? Ciocia Dorothy. Ona chorowała, ciężko chorowała. Mogła umrzeć. I jeszcze Stella. Ona też bardzo cierpi. Rodzice mają nas gdzieś, nie pamiętają o nas. I tyle !
- Camille, przykro mi z powodu Luck'a i cioci Dorothy. Ale nie powinnaś twierdzić, że rodzice mają Cię gdzieś! Oni was kochają, ale po prostu nie umieją tego okazać.
- Jasne. Pani Stacy. Proszę nie żartować, ok?
- Camille ? Wiesz, że to ja jestem tu psychologiem ? Nie żartuję, naprawdę. Uwierz mi, jestem doświadczona również w takich sprawach jak twoja.
- Pani mnie nie rozumie.
- Jesteś pewna ?
- No tak, bo żeby mnie zrozumieć, to trzeba przeżyć to co ja. A nie tylko ukończyć studia z psychologii.
- Myślisz, że dlaczego zostałam psychologiem ? Gdybym nie wiedziała co to znaczy "ciąć się" i "samobójstwo" to zostałabym psychologiam ?
- Nie wiem. Nie znam pani.
- Może chcesz poznać ? Wtedy może będziesz chciała po ludzku pogadać, co ?
- No ok. Proszę mówić.
- Widzisz Camille, jak ja byłam w twoim wieku to nie miałam tak fajowo. Ojciec był pijakiem, co zarobił to przepił.nie mieliśmy gdzie mieszkać a czasem i co jeść. W pewnym momencie ojciec zabił mamusię. Potem sam się powiesił. A ja z rodzeństwem trafiliśmy do domu dziecka. Tak się zaczęło, bo i tam nie było łatwo. Cięłam się a i wielokrotnie próbowałam popełnić samobójstwo. Potem zrozumiałam, że nie można tak żyć.Chciałam pomagać innym. Tym którzy tak zaczynają, nie chciałam, żeby ludzie tacy byli. Moja przyjaciółka popełniła samobójstwo. Nałykała się tabletek, ale przed samą śmiercią płakała, bo chciała, tak bardzo cofnąć czas i wrócić do życia. Chwilę potem umarła...
- Przykro mi. Naprawdę.
- Teraz mnie rozumiesz Camille ?
- Tak... Przepraszam za moje zachowanie.
- Dlatego nie chcę abyś ty tak skończyła, masz wiele życia przed sobą ! Naprawdę.
Dalej tłumaczyła mi co mogę robić w "kryzysowych sytuacjach" itp.
Stella przyszła z ciocią Dorothy do szpitala po moje rzeczy. Peter czekał w aucie. Wróciłam do domu bez słowa. Nie chciałam z nikim rozmawiać. Po prostu miałam dość i byłam zmęczona. Siadłam na kompa i sprawdziłam Facebooka. Kilka zaproszeń, powiadomień o komentarzach i linkach znajomych, kilka wiadomości. Wszystkie o tej samej treści " Camille, czemu to zrobiłaś ? Tęsknimy. Nie strasz nas więcej, nie krzywdź siebie i nas. " Normalnie jakby byli w zmowie :/ Czytałam tak każdą wiadomość po kolei, przeglądałam newsy na tablicach znajomych i w pewnym momencie dostrzegłam dwie nowe wiadomości. Były od Luck'a. Przeczytałam " Camille, nie tnij się, proszę" oraz "Camille, nie rób sobie nic złego. Zależy mi na tym ! Proszę Cię . Luck " Hahaha ! On pisze mi, że mu zależy ? Na czym ? Na mnie, czyli na byłej dziewczynie, z którą miał utrzymywać kumpelskie kontakty czy może na jego reputacji ? Bo przecież jak to jest chodzić z niedoszłą samobójczynią ?!
Siedziałam na kompie jeszcze chwilę. Potem do pokoju weszła Stella. Miała w rączce reklamówkę. Zdziwiłam się trochę ale bez słowa usiadłam na łóżku i czekałam na to co się dalej stanie. Stella usiadła obok mnie i zaczęła wypakowywać zawartość reklamówki.
- Przyniosłam trochę filmów i czekoladek. I popcorn nam ciocia praży a wujek Peter zaraz przywiezie nam napoje. - oznajmiła mi Stella
- Ale po co to wszystko ? - zapytałam
- Bo im kazałam iść dzisiaj na kolację, żeby po tym wszystkim odpoczęli. My zostajemy same i mamy babski wieczorek.
- No możemy mieć ten " babski wieczorek "
- Ja nie pytałam Cię o zdanie tylko tak powiedziałam.- po wypowiedzeniu tego zdania z powagą, roześmiała się na głos, a ja razem z nią.
Popatrzałam jakie filmy przyniosła. Cóż, mała ma niezły gust. Przyniosła "Zmierzch" i " Pamiętniki Wampirów" . Super. Oglądałyśmy cały Zmierzch i kilka odcinków Pamiętników i Stella poszła spać. Zeszłam na chwilę na dół, żeby zobaczyć czy ciocia już wróciła. Zeszłam ze schodów i usłyszałam pisk. Cichy pisk zza drzwi łazienki. Postanowiłam sprawdzić co to. Weszłam. Nikogo ani nic nie było w łazience. Ale okno było otwarte na oścież. Dziwne. Przecież zawsze zamykamy okna na noc. No nic, zamknęłam je i ...
Usłyszałam straszny krzyk z mojego pokoju. To Stella. Szybko pobiegłam do niej. Miała poszarpaną całą koszulę a z ręki leciała jej krew. Tak jakby miała rozciętą rękę. Przeraziłam się. Okno było otwarte. Stella strasznie płakała. Przytuliłam ją.
- Śnił mi się pan. Miał czarny, długi do ziemi płaszcz, czarne włosy i czarne oczy. Był blady. Zbliżał się do ciebie i w końcu Cię ugryzł. Wrzeszczałam. - mówiła mi Stella.
- Kochanie. Przykro mi. To straszne.
- Dlaczego leciała mi krew ?
- Bo spadłaś z łóżka i nadziałaś się na ... Kawałek ... Drewna... Tak, drewna ..
- A skąd tam było drewno ? I przecież leżałam na łóżku.
- Od razu Cię podniosłam. A to drewno, sama nie wiem. Pewnie szkatułka mi się zepsuła i odpadł kawałek drewna. Śpij Stella. Dobrze ?
Nie odpowiedziała, zasnęła. Przebrałam ją w długą pidżamkę i opatrzyłam ranę. Ktoś tu był. I zrobił to specjalnie. Skrzywdził moją Stellę.
Wybiła 12 w nocy. Postanowiłam przeszukać cały dom. Chodziłam wszędzie. Szukałam po strychu, w piwnicy, na piętrze i na parterze. Nic. W pewnym momencie poddałam się. Wtedy to się stało. Coś zakryło mi usta. Ktoś zakrył mi usta.
- Cichutko. Obejdzie się bez krzyków taak ? - zapytał.
- Uhm . - zdołałam z siebie wydusić.
- Więc tak. Ja zrobię co trzeba a ty nawet nie piśniesz, bo twój kotek coś za bardzo mnie nie lubi. Nie chcę mu się narazić. - podle się uśmiechał. Był piękny. I zimny. I blady. Przecież wampiry nie istnieją... Zdjął mi bandaż z nadgarstka. Zniszczył cały opatrunek. Uśmiechnął się jeszcze szerzej i ... Ugryzł mnie. Bolało, cholernie bolało. Chciałam wrzeszczeć. Nie krzyknęłam. Po chwili wstał. Nadal bolało.
- Wiesz co zrobiłem ? - zapytał uśmiechając się podle. Oblizywał usta z mojej krwi.
- Niee - wyjęczałam
- Zapolowałem sobie. Wypiłem trochę ciebie. I wiesz co ? Dla dobra twojej siostrzyczki, jak jej tam. Hmmm. Belli ?
- Nie, to jest Stella.
- No, bez różnicy. Więc dla dobra tej no Stelli nikomu nic nie mów, bo następnym razem potraktuję ją gorzej niż dzisiaj. A w zasadzie to wczoraj.
- To ty ? Dlaczego ją krzywdzisz?
- Cichutko. Spokojnie. Ups. Muszę się zbierać bo twoja ciocia zaraz tu będzie a wiesz, tak w nocy nie wypada. Jeszcze sobie coś pomyślą.
- Szmata... Wypierdalaj stąd ! Odwal się od Stelli ok ?
- Oj, nie tak wulgarnie. Do zobaczenia.
Nie było go. Po prostu tak jakby się rozpłynął w powietrzu.
Nadgarstek bolał. Auć. Cholernie bolał i krwawił. Do domu weszła ciocia i Peter.
- Rana Ci się otworzyła. - powiedział niespokojnie Peter - Dorothy idź po apteczkę.
Peter zrobił mi opatrunek i położyłam się spać. Weszłam do pokoju a na łóżku obok Stelli leżała karteczka
" Jeszce do Ciebie wrócę, kochana ! I mniej wulgaryzmu, kobietom nie wypada tak mówić. Twój na wieki Lukas"
Wsadziłam kartkę do pamiętnika. Nie chciałam się teraz nią martwić. Mocno przytuliłam Stellę do siebię i zasnęłam. Z tym cholernie bolącym nadgarstkiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz