poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Rozdział V " Rana "

Obudziłam się z naprawdę okropnym bólem nadgarstka. Bandaż był cały "przekrwawiony". Fuuu . ! . Ochydnee. Wstałam z łóżka i obejrzałam rękę Stelli, na której o dziwo nie było ani śladu tego co zrobił jej tej nocy Lukas. ! Byłam w szoku ! Jak to możliwe do cholery jasnej ? ! Ubrałam kapcie i ciepłą, szarą, sportową bluzę z  uśmiechniętą małpą ( moja ulubiona bluza, którą dostałam od Alice na urodziny) i miałam już wychodzić z kuchni do cioci Dorothy kiedy zobaczyłam karteczką przyczepioną do mojej korkowej tablicy ( która znajdowała się tuż nad moim ogrooomnym łóżkiem, więc nie wiem jak ten debil mógł ją tam przyczepić ! Może on lata ? ! ) . Oczywiście, że napisał ją Lukas ! Napisane było : " Postanowiłem się nad Wami zlitować. Uleczyłem małej, tej no ... Mmm.. Stelli, tak ? . No więc uleczyłem jej ranę, bo JA mam taką moc . Nie żebym się przechwalał oczywiście . Więc uleczyłem jej rękę i jesteś mi winna przysługę. Z resztą, zobaczysz dzisiaj w nocy. Wpadnij dzisiaj do parku, tak około dwunastej w nocy. Wiesz, tego, który jest w pobliżu domu Alice. Czekam na Ciebie kochana !  Aha i przyjdź lepiej sama i na pewno, bo inaczej twoja siostrzyczka Stella tego pożałuje ... Twój na wieki Lukas. " Matko! Ciekawe jak ja się wyrwę w nocy z chaty ? Przecież schody strasznie skrzypią. A co ze Stellą. ? Jak się obudzi a mnie nie będzie ? Coż, postanowiłam chwilowo nie zawracać sobie głowy Lukasem i poszłam do kuchni. Szybko nakarmiłam kotkę, bo strasznie się łasiła i miałczała. Weszłam do salonu i włączyłam telewizor, bo ciocia i Peter chyba jeszcze spali. W każdym razie nie słyszałam, żeby chodzili po mieszkaniu, więc odpaliłam MTV. Akurat leciała " Ekipa z New Jersey " , mój ulubiony program ;)  Sciszyłam trochę głos i poszłam zrobić sobie śniadanie. Zagrzałam mleko i z szafki wyciągnęłam moje ulubione płatki SuperStarMaster. W zasadzie to wyciągnęłam tylko pojemnik po płatkach bo nic nie było. Dziwne, jeszcze wczoraj miałam pół kartonu płatków a dzisiaj nic . ? Hmm ... No więc sięgnęłam po płatki zbożowe Stelli - PrincessBreakfast ... Dziwnie się czułam wsypując sobie do miski płatki prosto z różowiótkiego kartonu z księżniczkami i puchatymi misiaczkami. Ale ok. Zalałam mlekiem płatki i poszłam do salonu, gdzie czekał na mnie Peter z apteczką. Zdziwiłam się, bo nie za bardzo słyszałam, żeby ktokolwiek schodził po schodach . 
- Skąd wiedziałeś, że tu będe, i że będe potrzebowała pomocy medycznej ? - zapytałam z uśmiechem, ale jednocześnie z odrobiną strachu, że będzie wypytywał mnie co mi się wczoraj stało.  - A tak wogóle to Dzień Dobry Peter ! 
- Hej Camille. Wiesz, przeszedłem się do twojej sypialni i zobaczyłem Stellę leżącą na łóżku. A obok niej było sporo krwi, więc domyśliłem się, że to twoja ręka. 
- Taak. Cóż. Bandaż jest trochę przekrwawiony, ale to chyba nic poważnego ? 
- No nie wiem. Wczoraj wyglądało to trochę strasznie ! 
- Oj tam, oj tam. Nic mi nie będzie ! 
- A mi się wydaje, że jednak coś może być nie tak. Pokaż rękę. 
Więc mu pokazałam. Był przerażony, zmienił mi opatrunek i ...


- Boli Cie ? - zapytała pani Doktor Uncy Lemon ( nie żebym to wcześniej wiedziała. Przeczytałam to na plakietce
- Nie, nie boli. - odparłam grzecznie 
- To dobrze, już kończę szyć ranę. Myślę, że szyna będzie tu konieczna. 
- Jaka szyna ? ! - zapytałam panią Cytrynową przerażona .
- Lekarska. Spokojnie. Usztywni Ci rękę tak, żeby nic się nie stało. Rozumiesz? 
- Jasne. 
- Ok, Camille ! Wszystko skończone. Chodź teraz za mną założę Ci szynę i wszystko. Zaraz pojedziesz do domu z Peterem. 
- Dzięki 
Żeby było jasne. Byłam na założeniu szwów. Chwilę po szyciu "doktor cytrynka" założyła mi szynę i pojechałam do domu z Peterem. 




Dalszy ciąg rozdziału, czyli spotkanie Camille z Lukasem w parku, rozmowa ze Stellą, oraz ucieczka "do Alice", postaram się wstawić w tygodniu . :D  Mam nadzieję, że podoba się Wam mój blog i zachęcam do dodawania komentarzy. ;) Dzięki za czytanie bloga i ... hmm .. papa ;*  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz